26 maja 2015

Moje życzenia na Dzień Matki

Kochane Mamy!

Dziś mam dla Was takie nietypowe może, ale szczere, życzenia :)

Ostatnio usłyszałam od kilku osób, które spotkałam, że podziwiają mnie, jako mamę dziecka niepełnosprawnego. Podziwiają, że ogarniam, że godzę opiekę nad dwójką dzieci z ciągłymi wyjazdami, że daję radę psychicznie (choć z tym bywa różnie), że potrafię mówić o życiu z niepełnosprawnym z uśmiechem na ustach i cieszyć się tym, jak kochany jest Jacek, a oprócz tego znajduję czas na własne zainteresowania.

A tak na prawdę, nie ma co podziwiać - jestem przekonana, że każda z Was tak samo poradziłaby sobie, a może nawet lepiej! Bo matki mają moc! Moc jest w Was!

Dlatego dziś, chcę Wam życzyć, żebyście sięgały po marzenia, przełamywały lęki i własne ograniczenia, rozwijały się i szły wciąż do przodu! Pomyślcie, że skoro takiej nieogarniętej osobie jak ja, udaje się ogarniać życie, które przyszło mi przeżyć, to i Wy dacie radę sięgnąć gwiazd :)

Znajdźcie coś co Was w życiu ogranicza (brak prawa jazdy, nieznajomość języka obcego, brak wiedzy na jakiś istotny temat...) i pokonajcie słabości! Nie wiecie, jak pielęgnować ogródek, brakuje Wam wiary w to, że macie pomysł na własny biznes, a może boicie się reakcji męża, gdy dowie się, że marzycie o kursie tanga? Jeśli nie spróbujecie się przełamać, nie zobaczycie, jak wiele jeszcze możliwości kryje przed Wami świat. Działajcie, bądźcie, żyjcie! Podziw w oczach innych gwarantowany ;)

Buziaki drogie Mamy i do dzieła! :*




24 maja 2015

Przewartościowanie

Właśnie oglądam wieczór wyborczy i po raz kolejny łapię się za głowę. Bezduszność dziennikarzy mnie po prostu dobija... To zniecierpliwienie, bo muszą czekać, bo te 1,5 godziny muszą dłużej czekać na wyniki. Proszę... Kogo obchodzi, że zmarła kobieta. Gdzie szacunek, gdzie chwila zadumy. Co z tego, że dla większości anonimowa. Dla rodziny i przyjaciół - bliski człowiek, być może najbliższy. Śmieszy mnie to dziennikarskie dochodzenie, święte oburzenie i doszukiwanie się skandalu. I już spekulowanie, że pewnie głosy przerabiają. Po prostu żal...

Wiele innych sytuacji w życiu codziennym też teraz mnie śmieszy. To, co kiedyś wydawało się ważne, teraz, z dnia na dzień, przestało. Na przykład pogoń za modnymi ciuchami - było, minęło, nie wróci. Wydanie na ciuch więcej niż 100 zł, wydaje mi się teraz marnotrawstwem. A już zakup czegoś tylko na jeden raz, na jedną okazję, to już w ogóle bezsens. Wyciągam stare ciuchy, znajduję pełno takich "jednorazowych" i teraz zdzieram do imentu. Jeśli kupię coś, co mi nie pasuje, zwracam. Są ludzie, którzy nie mają w co się ubrać. Czy nie lepiej pieniądze na nowym markowy ciuch przeznaczyć na pomoc dla nich?

W kuchni to samo: zużywam, nie wyrzucam, dojadam. Nie było mi kiedyś żal wyrzucić niedojedzonego obiadu. Ale teraz za każdym razem myślę o tych, którym przysłowiowego "chleba" brak na co dzień. Pieniądze na kolejny ekstrawagancki owoc w domu, który pewnie zjemy i tak do połowy, bo nikomu nie będzie smakować, lepiej chyba przeznaczyć na pomoc tym, którzy chodzą głodni.

Żyjemy w dobie niczym nieograniczonego konsumpcjonizmu. Chyba pora samemu wyznaczyć granice, by nie zatracić siebie. Ludzi nie powinno określać to, co kupują, w co się ubierają, co posiadają. A jednak tak jest. I śmieszy mnie to coraz bardziej. 

Śmieszy mnie też jeszcze jedna rzecz: bezduszność, pozory, obłuda, myślenie tylko o sobie. Ale to już chyba temat na odrębny post...