21 sierpnia 2014

Dumny tatuś

Napiszę jak jest od ostatniego tygodnia, kiedy to dowiedzieliśmy się, że nasze przyszłe bobo to jednak syn.

Mój mąż oszalał!

Kiedy była wersja kolejnej dziewczynki, nic się nie działo, nic go za bardzo nie ruszało. Nie powiem, bo cieszył się bardzo i przyznawał mi rację, że fajnie będzie mieć dwie dziewczynki w domu. Ale od kiedy wiemy, że to będzie chłopiec...

1. Co najmniej raz dziennie przychodzi z nową propozycją imienia (pierwsza to Hugo, yhm...)
2. Non stop opowiada, jak to będzie z młodym na mecze piłki chodził, itp., itd.
3. Każe mi dużo jeść, żeby młody był silny i duży.
4. Zamartwia się, że nie będzie miał co przekazać synowi, że nie będzie umiał nauczyć go, jak ma sobie w życiu radzić.
5. Upił się ze szczęścia w towarzystwie swoich koleżków.
6. Doprowadza mnie do szału swoja nadmierną troską (już dwa razy zrobił mi śniadanie do łóżka, co nie zdarzyło mu się jeszcze nigdy).
7. Wybiera się ze mną na drugie badanie prenatalne - na pierwszym nie był, bo było mu obojętne, a tu nie musiałam go nawet prosić, wyrwał się jak mały piesek ;)
8. I ogólnie jest nie do zniesienia...!!

A na moje wyrzuty, że na dziewczynkę tak nie reagował, upiera się, że to nie specjalnie, że to podświadomość. Yhm...

Chłopy to jednak proste ludzie są...

19 sierpnia 2014

Skazo białkowa - jesteś tam, halo?

Alergia na białko mleka krowiego towarzyszy nam od trzeciego tygodnia życia Milenki, kiedy to zaczęłam dokarmiać Milenkę mm i pojawiły się pierwsze objawy uczulenia. Potem była zmiana mleka na Bebilon Pepti, a przy rozszerzaniu diety powolne i beznadziejnie dołujące wyłapywanie pozostałych alergenów. Przy czym, panel pokarmowy wykonany w trzecim miesiącu nic nie wykazał. Było to dla nas nie lada zagadką, dopóki lekarz i internet nie olśnili nas, że w tym wieku badanie panelu jest rzadko kiedy miarodajne.

W każdym razie, restrykcyjna dieta i preparat mlekozastępczy pozwoliły nam w miarę normalnie żyć. Powoli byłam coraz bardziej rozczarowana postawą naszego lekarza gastrologa, który nie zlecał kolejnych badań i jedyne co robił, to wypisywał receptę na mleko. Dlatego jakiś miesiąc temu sama postanowiłam po raz kolejny wykonać panel pokarmowy. I cóż... kolejne rozczarowanie - zero alergenów. No jak to? Przecież innym dzieciom w wieku ok. 1,5 roku coś już wychodzi! A tu znowu zonk? I za chwilę myśl: a może alergia już przeszła lub chociaż przechodzi?...

I tak, cały zeszły tydzień podawałam Milence na drugie śniadanie rogala maślanego z Delmą z masłem i wędliną. Wiem, dla rodziców dzieci niealergicznych wyda się to niczym, ale dla mnie było dużym stresem. Na szczęście po tygodniu nie wystąpiła wysypka, a kupa była w porządku! Jupii - ucieszyłam się, że mamy pierwszy mały sukces. Idąc za ciosem, ten tydzień podaję chlebek z serkiem kanapkowym ze szczypiorkiem. Póki co, jestem dobrej myśli. 

Dziś mieliśmy też umówioną wizytę u gastrologa. Stan Milenki ocenił na bardzo dobry (nie powiem, że się nie ucieszyłam), a kiedy usłyszał, że przeprowadziłam małą prowokację, polecił mi spróbować przejść na mleko następne hipoalergiczne. W sumie cieszę się bardzo, że dał nam zielone światło, choć z drugiej strony nie do końca mu ufam. Poczekam jeszcze do końca tego tygodnia, w którym podaję ser biały, i zmianę mleka zostawię na przyszły tydzień. Lekarz zlecił nam jeszcze przeprowadzić badania na krew utajoną i strawność kału tydzień po podaniu mleka hipoalergicznego. Te badania mają wykazać, czy białko mleka krowiego dobrze się trawi i nie powoduje uszkodzeń w jelitach Milenki.

Trzymajcie kciuki, żeby próba wyszła pozytywnie! Jeśli się uda, będę chyba najszczęśliwszą mamą pod słońcem. A jeśli nie, skierujemy swoje kroki do prywatnego alergologa...

17 sierpnia 2014

Jest z nami na całego

Pojawił się w połowie zeszłego tygodnia i zostanie z nami już pewnie na długo.

Bunt dwulatka

Nic dodać, nic ująć. 

Zaczęło się w czwartek od wizyty u szwagierki i jej dwójki dzieci lat 7 i 3. Milenka zobaczyła jak można postawić się rodzicom, jak to się robi i z czym to się je. No i mamy bunt na całego. O wszystko muszę prosić sto albo więcej razy, zaczynając od przewinięcia pieluchy, ubrania się (po kolei każdą część stroju z osobna), a skończywszy na jedzeniu i piciu. Nawet wyjście na dwór graniczy z cudem. 

Scena z życia wzięta: "Milenko idziemy na dwór, chcesz?" "Chce" "To chodź się ubrać" "NIE" i zaraz potem ucieczka w drugi kąt pokoju. "Chodź do mamy się ubrać, to pójdziemy na dwór" - powolny marsz w moją stronę i krok przede mną ucieczka do drugiego pokoju. "Chodź się ubrać, idziemy na dwór, chcesz?" "Chce" "To chodź" "NIE". I tak w koło Macieju. Osiwiałam po raz drugi, bo tak mniej więcej wygląda teraz cały nasz dzień. Na nic tłumaczenie, na nic błagania i prośby. Pal sześć jak jesteśmy w domu, ale jak mamy jechać do kogoś w odwiedziny, to zakrawa na jakąś mało śmieszną komedię. 

Oczywiście wybuchy płaczu z niewiadomego powodu też są, rzuty na podłogę też są. Ech...

Do tego w domu mam przecież jeszcze drugie dziecko, czyt. męża. Tu chyba komentarz zbędny, ale wiadomo jak jest. Jak nie postawisz sprawy na ostrzu noża, to nie masz. Dziś wyjątkowo od rana Piotrek zajmuje się Milenką, bo chyba w końcu zauważył moje zmęczenie, ale normalnie nie ma go w domu całymi dniami - bo zadzwonił kolega (najczęściej), bo trzeba coś załatwić, bo w sklepie promocja, bo dodatkowa praca, bla bla bla. Tak, wiem że chce dobrze, ale czasem mam wrażenie, że robi wszystko byleby nie być w domu. Przez to od miesiąca chodzę zapuszczona, bo nawet nie mam kiedy umówić się do fryzjera. A wiadomo, jak wchodząca w oczy grzywa działa na nerwy kobiety.

I tak, tego, hmmm... pożaliłam się i trochę lżej, ale cóż, trzeba wracać do rzeczywistości i zbuntowanych domowników...

14 sierpnia 2014

18 miesięcy Milenki

Dziś Milenka skończyła 1,5 roku :) Jest naszym małym promykiem słońca i najukochańszą istotą na świecie. Od dnia urodzenia przeszła długą drogę i jest już małą dziewczynką. 

Chodzi, biega, próbuje podskakiwać, coraz pewniej porusza się na zjeżdżalniach. Kocha place zabaw, huśtawki, bujaczki, misie, świnkę Peppę, inne dzieci (ostatnio szczególnie dziewczynki), wodę i książki. Rośnie jak na drożdżach - waży ok 13 kg, nosi ubranka 86 - 92, rozmiar buta 21 - 22. Wiele osób daje jej na oko 2 lata, a to taka mała kruszynka jeszcze. 

Rozwija się bardzo dobrze i praktycznie nie mamy z nią problemów. Zębów ma już 12, czekamy teraz na trójki (bywa różnie ;)) Powoli zaczyna się się buntować, szczególnie, gdy jest zmęczona, lub gdy ma za dużo bodźców. Pokazuje wtedy pazurki - czasem nawet próbuje gryźć lub kładzie się z płaczem na podłodze. Jednak jest to do przeżycia, może dlatego, że nie tak często i kończy się zawsze przytulaniem. Z czasem pewnie będzie gorzej, ale jakoś tak mam wrażenie, że jestem na te jej fochy psychicznie przygotowana.

Potrafi nas rozbroić swoimi minami - zalotnym spojrzeniem, słodkimi uśmiechami, przechylaniem główki na bok czy mrużeniem oczu. Jest wtedy zarazem słodka i zabawna. Gdy ma dobry humor rozdaje buziaki. Lubi też wygłupiać się na łóżku rodziców i bawić się w dorosłe życie, czyli karmić lalki, układać je do snu i wozić w wózeczku. Nie cierpi natomiast myć włosów - co się wtedy wyprawia to głowa mała.

Milenka jest do mnie bardzo przywiązana, czyli właściwie nie odstępuje mnie na krok. Bywa to uciążliwe i czasem ktoś zwraca uwagę, że za bardzo ją do siebie przywiązuję, ale ja wiem że to nie ja, tylko ona. A skoro ma taką potrzebę, to nie mam nic przeciwko temu. To, że wisi mi na nodze, jak zmywam naczynia, albo asystuje w myciu włosów czy goleniu nóg - już się przyzwyczaiłam :) Jeśli chodzi o relację z tatą, to jest ok, ale jak mnie nie ma w pobliżu. Ostatnio przez ciążę nie daję rady wychodzić na dwór popołudniami i wtedy Piotrek wychodzi z Milenką. Jest to ich czas i fajnie sobie radzą. Milenka przywiązała się też bardzo do mojej mamy dzięki temu, że opiekowała się nią, gdy pracowałam. Teraz mają bardzo fajny kontakt i obie lubią ze sobą przebywać. 

Milenka zaczyna powoli mówić. Powtarza po nas jedno lub dwusylabowe wyrazy, zapamiętuje końcówkę dłuższych. Mówi "mama, tata, babcia, dziadzia, jujek (wujek), ciocia, Zuzia, Peppa ;), pizza, rzuć, rece (ręce), uszi (uszy), oszi (oczy), je, pić, miś, dzidziuś, mniam, pi (śpi), tak (to akurat bardzo rzadko), nie (bardzo często), chce, kotek, piese (piesek)" a wiele innych wyrazów powtarza sylabizując. Dziś zaskoczyła mnie bardzo w czasie wizyty u szwagierki. Jedliśmy obiad, Milenka siedziała na przeciwko dzieci i nagle mówi: "Zu-zia je" - normalnie szok :)

Jedyna rzecz, która mnie męczy to alergia Milenki, ale o tym będzie niedługo osobny post.

A tym czasem kilka zdjęć małego smyka:








Hehe, mogłabym zaśpiewać za popularną piosenką: "Ja uwielbiam ją, ona tu jest, i tańczy dla mnie";)

Kocham Cię Milenko, pamiętaj o tym zawsze :*********

12 sierpnia 2014

O tym, jak los płata figle

Ciąża 1:
11tc - badania prenatalne - będzie chłopiec
20 tc - USG u lekarza prowadzącego - na 100% dziewczynka

Ciąża 2: 
11tc - badania prenatalne - będzie dziewczynka
16 tc - USG u prowadzącego - dziewczynka
19 tc - USG u prowadzącego - na 100% chłopiec

Więc ja się pytam: czy te siusiaki to się pojawiają i znikają? ;)

Będzie więc teraz chłopczyk - mały braciszek Milenki.

Cieszę się, bo parka, komplet, sprawa zamknięta, itp. Ale jednocześnie jest mi trochę żal. Już nastawiłam się na babski gang, ligę trzech przeciw jednemu facetowi w rodzinie. Wspólne zakupy, malowanie i inne babskie rozrywki. A tu chłop! 

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - Piotrek już wyobraża sobie wspólne mecze piłki nożnej i inne męskie rozrywki (piwo?... jakoś nic innego nie przychodzi mi do głowy ;))

Tak więc chłopczyk. 
Ciągle jeszcze jestem skołatana tą nagłą zamianą płci...

11 sierpnia 2014

Aktywnie w ciąży

Brr, sam tytuł posta nie zachęca do czytania ;) Aktywnie w ciąży? Ale po co? W ciąży leżymy, jemy i nic nie robimy - takie prawo ciężarnych ;) 

Ale właśnie postanowiłam na przekór temu popularnemu myśleniu trochę się w ciąży poruszać. Oprócz rozrywek, które zapewniają mi Milenka i mąż ;), chciałam znaleźć ćwiczenia, które mogę wykonywać bez obaw o bezpieczeństwo maluszka, a z pozytywnym efektem dla ciała. Dlaczego? Otóż moje ciało wręcz się o to prosiło. Od okresu biegania, które pokochałam całą sobą, minęły 4 miesiące bez jakichkolwiek treningów. Zwiększyłam masę o 6 kg (już!), utraciłam mięśnie i ogólnie stałam się już takim chodzącym flakiem. Mój kręgosłup przypominał o sobie przy każdej prawie zmianie pozycji. Pamiętając, jak po pierwszej ciąży długo gubiłam zbędne kilogramy i jak ciężko było mi ćwiczyć, postanowiłam działać. 

Na YouYube znalazłam bardzo fajną serię ćwiczeń dla kobiet w ciąży, nagraną przez Angelikę Pióro. Jest to kilkanaście 15 minutowych filmików z różnymi zestawami ćwiczeń, które mają na celu ujędrnienie ciała, wzmocnienie mięśni oraz kręgosłupa (nie chudnięcie!). Tu wklejam link do pierwszego zestawu: https://www.youtube.com/watch?v=O_lq1ttGxwE&list=PLxO5WPLMR0pd_pzAeC8maUC4Lgjq-QNLC&index=1

Ćwiczę już trzeci dzień (co dwa dni) i jestem bardzo zadowolona. Wiem, że to krótko, ale przede wszystkim odczuwam wyraźną ulgę w kręgosłupie. Już mnie nie boli! A ten cudowny efekt uzyskałam po pierwszym razie! Cieszę się bardzo, bo mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się przejść ciążę i połóg w lepszej kondycji. 

Jeśli chodzi o nacisk na brzuszek, to ćwiczenia są tak zmodyfikowane, że nie ma żadnych nacisków. Dziecko jest bezpieczne, choć niektóre ćwiczenia są dedykowane właśnie mięśniom brzucha. 

Wiadomo, po czterech miesiącach, ćwiczenia wykonuje mi się dość ciężko, ale nie mam ciśnienia, żeby wykonać wszystkie - robię tyle, ile mogę. Często dwie seria zamiast trzech, a czasem nawet jedną, jeśli czuję, że już nie daję rady. Nie o to chodzi, żeby się zajechać, tylko żeby ćwiczyć z głową :) 

Mam nadzieję, że uda mi się ćwiczyć jak najdłużej i że efekt będzie pozytywny. Jak mówią, ciąża to nie wymówka... ;)

3 sierpnia 2014

Ulubieńcy lipca 2014

Lipiec był upalny, prawdziwie letni i bardzo intensywny. 

Zauważyłam bardzo duże zmiany w rozwoju Milenki - przede wszystkim jest coraz bardziej samodzielna i z każdym dniem więcej rozumie. Nabiera też całkiem niezłej pewności ruchowej. Nawet zaczęła ostatnio biegać na krótkie odcinki. Rośnie jak na drożdżach - ja sama patrząc po wzroście dałabym jej spokojnie dwa lata :) Ale więcej szczegółów z jej rozwoju będzie w poście na 18 miesięcy - to już wkrótce! Ech, czas tak szybko leci...

A oto lipcowi ulubieńcy mojego dziecka:

1. morze i plaża oczywiście :)



2.woda i plaża również niemorska :)


3. osobista woda i plaża na balkonie


4. zjeżdżalnia - zaliczamy następny poziom czyli samodzielne wchodzenie po schodach na ten sprzęt


5.wchodzenie po i schodzenie z każdych napotkanych podjazdów i schodów (kilka razy pod rząd):


6."Wiosna na ulicy Czereśniowej" - hit książkowy:


7. "Świnka Peppa" - hit gazetkowy i telewizyjny:


8. chodzenie na barana u Taty:


Ciekawe co przyniesie sierpień... :)