29 czerwca 2014

Nowiny

Przerwa od blogowania, przerwa od upamiętniania chwil codziennych, przerwa od użalania się, przerwa od pisania. Była długa i cokolwiek uzasadniona. Wypalenie, zmęczenie, brak oddechu, milion codziennych spraw. Czy dobrze mi to zrobiło? Nawet bardzo!

Starałam się być u Was na bieżąco, ale nie ukrywam, że ostatnie dwa tygodnie nie zaglądałam na blogi w ogóle (tak, to jest możliwe :) ). Będę teraz nadrabiać i nie mogę się doczekać, żeby przeczytać co u Was :)

A póki co, chciałam się podzielić z Wami nowiną. Właściwie podzieli się nią Milenka:


Tak, to już 12 tydzień! W piątek byłam na pierwszych badaniach prenatalnych i jak na razie maluszek jest zdrów jak rybka. Nie mówiąc o tym, że jest też bardzo żywiutki, bo w czasie USG ruszał się na wszystkie strony, machał rączkami, a nawet pokazał język! To chyba będzie przeciwieństwo Milenki ;)

Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że przydarza nam się to po raz drugi. Patrząc na to, ile par ma teraz problemy z zajściem w ciążę, nie mogę czasem uwierzyć, że tak szybko nam poszło, tym bardziej, że o Milenkę staraliśmy się pół roku. Możecie sobie wyobrazić, że Piotrek chodzi dumny jak paw;)

Na początku radość mieszała się z przerażeniem. Dotarło do mnie bardzo szybko, że pierwsze lata to będzie ciężka harówka. Mieszkamy sami, rodzina nie wiele nam pomaga i nie uczestniczy w naszym życiu, dlatego opieka nad dwójką maluchów będzie spoczywać całkowicie na nas. Dodatkowo w grę wchodzą finanse. Już teraz czasem trudno związać koniec z końcem, życie drożeje, a pensji nie przybywa. To na pewno będzie czas wyrzeczeń i prób. Ale teraz myślę, że mamy jednak wielkie szczęście, że różnica wieku między dziećmi będzie niewielka. Mam cichą nadzieję, że dzięki temu będą się razem bawić (wiadomo, może nie na początku, ale później, w przedszkolu czy szkole), i że będą miały ze sobą dobrą więź. No i plus jest taki, że za kilka lat będziemy mogli, my, dorośli, złapać drugi oddech młodości, bo pieluchy będą już za nami ;)

Powoli rosnę - a raczej powinnam napisać, rosnę bardzo szybko! Brzuszek widoczny był już w drugim miesiącu, a teraz, no cóż... na pewno nie wygląda jakbym najadła się kapusty. A co do pierwszego trymestru i dolegliwości z nim związanych, to było jak w pierwszej ciąży, czyli spoko. Jakiś czas mdliło mnie i praktycznie cały czas byłam zmęczona i chciało mi się spać, ale nie wymiotowałam, ani nic poza tym się nie działo. Ciągle jeszcze pracuję, choć już powiedziałam o ciąży. W lipcu mam urlop dwutygodniowy i myślę, że po nim poproszę o zwolnienie. Pracę mam siedzącą i już teraz po ośmiu godzinach muszę czasem leżeć w domu godzinę, żeby mięśnie brzucha doszły do siebie. Do tego rana po pierwszej cesarce daje o sobie znać i trochę mnie ciągnie. Ale myślę, że to po prostu rośnie brzuch, bo lekarz twierdzi, że wszystko jest w porządku. 

A co u Milenki? Rośnie jak na drożdżach! Przez jej wzrost czasem zapominam, że ma dopiero rok i cztery miesiące! Waży 11 kilo, nosi ubranka 86, buty 21, ma 12 zębów, śliczne włosy, oczy, uśmiech - co tu dużo mówić - uwielbiam ją! Kłopoty ze snem prawie przeszły. Myślę, że to był jakiś skok rozwojowy, bo mam wrażenie, że przez ostatni miesiąc bardzo się rozwinęła. Potrafi już mówić jak robią zwierzątka, przybija piątkę, daje cześć i żółwika, na koniku bujanym łapie równowagę stając na dwóch nogach, gada do nas po chińsku. Dziś nawet zauważyłam, że stara się ze mną śpiewać. Na dobranoc puszczaliśmy jej Misia Uszatka i tam, na koniec jest krótka melodia: "Dzieci lubią misie, misie lubią dzieci.", którą później śpiewam jej przed snem. Dziś właśnie Milenka śpiewała ze mną: "dzie... lu...sie...ci" - serce rośnie :)))

Przesyłamy Wam buziaki i lecimy czytać, co u Was :)