28 maja 2014

Sen nocy majowej

Sen - tak, sen - to moje marzenie już od dobrych dwóch miesięcy.

Kłopoty ze snem przyszły niepostrzeżenie, bo przecież od dłuższego czasu Milenka spała w nocy bardzo dobrze. Jednak odkąd zaczęły się wyrzynać dwójki i czwórki, spokojny sen został pożegnany. Co gorsze, dwójki i czwórki już są, ale głęboki sen nie wrócił...

Zwykle wygląda to tak: dwie noce przespane, jedna noc zarwana. A noc zarwana to zwykle 2 - 3 godziny między 1:00 a 4:00 w nocy. W ciągu tych kilku godzin Milenka pojękuje, popłakuje, przewraca z boku na bok, wstaje, siada, przykrywa się, odkrywa, bawi misiem. Ale najczęściej popłakuje takim żałosnym, smutnym głosikiem. 

Uspakaja się, gdy przychodzę do niej i głaszczę po głowie. Więc robię to jakieś pięć minut, po czym nie mam siły dłużej stać, wracam do łóżka i znów słyszę jęki. Czekam jakieś 5 - 10 minut i znów do niej idę, znów głaszczę i tak się "bawimy", męczymy, sama nie wiem już jak to nazwać.

Wiele razy kusiło mnie, żeby wyciągnąć ją z jej łóżeczka i przenieść do naszego, ale wiem, że konsekwencje będą stałe, a tego nie chcę. Albo żeby wziąć ją na ręce i pośpiewać, ale znów boję się, że jeszcze bardziej ją rozbudzę i przyzwyczaję do rąk, a nie mogę sobie na to pozwolić. Dlatego zwykle kończy się na głaskaniu, co Milenkę w pełni satysfakcjonuje. I w końcu po tych mniej więcej 2 - 3 godzinach, zasypia.

Ja wtedy też zasypiam, ale... rano muszę wstać do pracy i cały dzień jestem nieprzytomna. A w weekend wstaje rano Milenka i znów ja też muszę wstać. Moja córka bowiem, po takich zarwanych nocach wstaje jak zwykle ok. 6.30. Jak ona to robi? 

I kiedy to się skończy?

25 maja 2014

Ulotne chwile relaksu

Udało nam się złapać w ten weekend kilka (dosłownie) chwil relaksu.
Byliśmy dziś u prababci Milenki i poszliśmy na spacer nad pobliską gliniankę. A tam coś, co wpływa na mnie bardzo pozytywnie - natura! 

Zostawiam Was ze zdjęciami:
















Milenka była zachwycona, a ja złapałam oddech i siłę na tydzień pracy. 
Mam nadzieję, że Wam też się to udało podczas tego weekendu. Buziaki :*

22 maja 2014

Intymność

Milenka rośnie jak na drożdżach. Jest coraz bardziej samodzielna i ciekawa świata. Odkąd zaczęła sama chodzić, odkrywa świat po swojemu - nie zawsze w towarzystwie mamy. Często jeszcze domaga się mojej obecności, gdy tylko jestem w domu. Jednak zdarzają jej się samodzielne wypady do innego pokoju, kuchni czy łazienki, a plac zabaw przemierza wzdłuż i wszerz całkiem sama. 

Cieszy mnie to - wiadomo, ale dziś po raz kolejny poczułam żal, który mi towarzyszy z każdym kolejnym etapem rozwoju Milenki. Żal, że jestem jej coraz mniej potrzebna...

I poczułam to, gdy dawałam Milence wieczorne mleko. Ale jak to, powiecie, przecież karmię butelką, więc o co chodzi? To nie to samo co pierś, prawda... A jednak wieczorne karmienie to dla mnie taki rytuał - Milenka na moich kolanach, wtulona w moje ramię. A po jedzeniu odpoczywa, bawi się moimi włosami, patrzymy sobie w oczy. Nawet teraz jak to piszę, zbiera mi się na płacz. To nasza wspólna chwila intymności, jedyna chyba taka, która pozostała nam w ciągu dnia. 

Dziś uświadomiłam sobie, że ten wieczorny rytuał jest mi chyba bardziej potrzebny, niż Milence. Powinnam dawać jej mleko kładąc ją na poduszce, bo po prostu byłoby jej tak wygodniej... Poza tym, zaświadczenie na Bebilon Pepti kończy się za trzy miesiące, więc powinnam już uczyć Milenkę jedzenia kaszki na kolację... Ale ciężko mi bardzo i nie potrafię zrezygnować z tego elementu dnia. I mimo, że to butelka, nie pierś, to jest to dla mnie w tej chwili na tyle ważne, że samolubnie będę to nadal robić, póki głos rozsądku nie przemówi mi do głowy...

10 maja 2014

Zdrowe przekąski na drugie śniadanie

Jak pamiętacie jakiś czas temu rzuciłam czekoladę. 

Oczywiście zdarza mi się raz na dwa, trzy tygodnie pożreć całą tabliczkę, ale nie jest tak jak przedtem, kiedy potrafiłam taką tabliczkę zjadać codziennie. 

Po odstawieniu czekolady i słodyczy szukałam zdrowych przekąsek - czyli czegoś co zaspokoiłoby moje zapotrzebowanie na słodkie, ale nie byłoby batonem czy czekoladą. Kilka fajnych pomysłów udało mi się zgromadzić i dziś chciałam się z Wami nimi podzielić - może komuś się przydadzą.

Suszone owoce

Ten rodzaj przekąski znany jest chyba każdemu, kto szuka alternatywy dla słodyczy. Również u mnie sprawdziły się bardzo dobrze. W szczególności morele, śliwki i żurawina. Są słodkie (nawet bardzo) i nie wymagają "obróbki". Polecam przeróżne mixy kilku ich rodzai, które dodać można do jogurtu naturalnego lub po prostu zajadać bez dodatków. W sklepach dostępne są różne rodzaje suszonych owoców bio, które nie są siarkowane. Jest to bardzo ważne dla tych, którzy chcą wyeliminować chemię ze swojego pożywienia. 


Fit batoniki owsiane

To jest mój absolutny faworyt słodkich przekąsek: batoniki, na które przepis znalazłam w internecie oczywiście :) Są super proste w przygotowaniu, super szybkie i bardzo smaczne. Koleżanka, którą nimi poczęstowałam, powiedziała, że smakują jak popularne batoniki Muesli.

Składniki: mocno dojrzały banan, 50 g suszonych moreli, 50 g suszonych śliwek, 50 g płatków owsianych. Przepis: banan rozgnieć widelcem na miazgę, dodaj pozostałe składniki, wymieszaj, uformuj łyżką batoniki na blasze i piecz 15 minut w temperaturze 180 stopni.


Suszone owoce można dodawać takie, jakie się lubi - uwielbiam na przykład z żurawiną.


Jak widać batoniki nadają się idealnie na drugie śniadanie do pracy:


Koktajl warzywno-owocowy


Jeśli ktoś natknął się już na taki koktajl, to wie, że w sieci krąży zwykle pod nazwą zielony koktajl (green juice), od zielonego warzywa, które nadaje kolor. Jednak ja go tak nie nazywam, bo nie zawsze mój koktajl jest zielony;) Jak go przygotować? Do blendera wrzucamy warzywa i owoce, które mamy akurat pod ręką i które lubimy. Miksujemy z odrobiną wody mineralnej lub jogurtu, i mamy bombę witaminową w szklance napoju. Jak dla mnie istotne jest dodanie słodkiego owocu, np. banana, bo wtedy smak koktajlu jest po prostu smaczny. Ale wciąż kombinuję z nowymi miksami i często jestem mile zaskoczona.

Banan - gruszka - szpinak:


Gruszka - banan - jabłko:


Milenka jest taką samą fanką koktajli jak ja :)
 

Wciąż szukam kolejnych pysznych, zdrowych i szybkich przepisów. Macie jakieś swoje ulubione przekąski?

8 maja 2014

Szarość dnia...

Dni płyną ostatnio tak szybko, a jednocześnie tak jednostajnie i monotonnie.
Często mnie tu nie ma, potem nadrabiam zaległości, czytam co u Was, chłonę jakie postępy czy zmiany się u Was zadziały, a potem już, już mam napisać post, ale w końcu rezygnuję.

Mam wrażenie, że wszystko co chcę napisać, już zostało napisane. Inna mama blogerka zrobiła to lepiej, zabawniej, ciekawiej i dodała lepsze zdjęcia, niż ja bym to zrobiła. Kryzys blogowania powiecie? Być może...

W każdym razie, żyjemy sobie całkiem spokojnie - Mama, Tata i Milenka. Nic nadzwyczajnego się u nas nie dzieje. Nie zwiedzamy świata, nie odwiedzamy ciekawych miejsc. Nasze wycieczki ograniczają się do rzadkich zakupów lub wizyt u rodziny. Nie kupujemy odlotowych zabawek, nie stroimy Milenki w polski handmade. Bawimy się tym, co dostaniemy od rodziny lub tanim plastikiem, a Milenkę ubieramy w ciuchy po innych dzieciach, a czasem kupionych w sieciówkach. Nudy! 

Dlatego, jak już mam coś napisać, to zastanawiam się kogo, interesuje taka szara rzeczywistość. Polska przeciętna rodzina 2 + 1.

Ale jednak zaglądacie tu, pomimo, że blog jest ukryty i łatwo zapomnieć. Może jednak nie takie to nudy?
Dziękuję Wam wszystkim, którzy nas odwiedzacie wirtualnie! Mam nadzieję, że kryzys wkrótce minie i znajdę ciekawe tematy do pisania...

3 maja 2014

Ulubieńcy kwietnia 2014

W tym miesiącu po raz kolejny brak wielu zdjęć, takich ciekawych, co by oko ucieszyły. Związane jest to z ogólnym uwiązaniem matki do ręki dziecka. Prowadzanie za rączkę zdominowało wszelką aktywność Milenki, przez co ja jestem na wykończeniu fizycznym i psychicznym...

Przejdźmy jednak do rzeczy - oto ulubieńcy Milenki w zeszłym miesiącu:

1. taplanie w wodzie: prysznic, mycie włosów z mamą (oczywiście włosów mamy), mycie rąk, kąpiel w pianie, mycie zwierzątek, itd, itp. Ogólnie córka moja najchętniej czas spędzałaby w łazience. Zdjęcia w akcji brak, ale tu zdjęcie w śmigus dyngus:


2. spinacze - wróciły znów do łask:



3. zabawa w "a ku ku" - poziom wyżej - bawimy się zza drzwi lub do lustra:


4. balkon - drugie ulubione miejsce po łazience:



5. turlanie po dywanie:


6. buziaczki - rozdaje wszystkim włącznie ze swoim odbiciem ;)


7. place zabaw - huśtawka została zdetronizowana na rzecz konika, piaskownicy i przede wszystkim zjeżdżalni:




I to chyba tyle :) Tylko czy aż, Wam pozostawiam ocenę.

A jak Wam minął kwiecień?