27 kwietnia 2014

Dwa miesiące biegania

Minęły dwa miesiące odkąd zaczęłam biegać. Myślę więc, że to dobry moment na małe podsumowanie. Może zmotywuje to którąś z Was do pierwszego treningu biegowego :)

Oto moje wyniki po dwóch miesiącach biegania:

  • biegam ok. 6 km - 4 razy 9 min biegu przeplatanych 1min marszu. Dla przypomnienia dodam, że zaczynałam od siedmiu powtórzeń 1min biegu przeplatanych 1min marszu.
  • waga ok. 56 kg - 3 kg mniej od wagi startowej, powrót do wagi sprzed 10 lat! Jest to dla mnie bardzo dużo, bo nie liczyłam na spadek wagi. Wczoraj rano weszłam z ciekawości na wagę i bardzo miło zostałam zaskoczona :)
  • brak tłuszczyku na plecach
  • brak tłuszczyku między ramionami a piersiami (nie cierpiałam tego)
  • wyraźnie jędrniejsze całe ciało, szczególnie nogi i ręce, ale także piersi i pośladki. Brzuch pozostawia wciąż wiele do życzenie, jednak jest też dużo mniej wystający.
  • 3 kolejne osoby namówione do biegania - dwie koleżanki i jeden kolega w pracy
  • kilkanaście komplementów od członków rodziny i znajomych z pracy
  • podziw w oczach męża. Choć wiem, że sam nigdy mi nie powie wprost, że mnie podziwia, to widzę wyraźnie, że jest ze mnie dumny.
  • świetne samopoczucie. O tym rozpisywałam się już wcześniej. Powiem tylko, że nic się nie zmieniło - jest moc, siła i pozytywna energia!!
Biegam z Ewą, która dołączyła do mnie w trzecim tygodniu biegania. To fajny czas, kiedy gadamy o dzieciach i babskich sprawach. Taki czas z drugą mamą jest dla mnie bardzo cenny - dzięki Ewa :)


  Niedługo zbliżają się moje urodziny i wiem już co sobie na nie sprawię - nowe buty do biegania ;))

26 kwietnia 2014

Babka Wielkanocna 2014

W tym roku na Wielkanoc babki miało nie być. Chodziła jednak za mną cały Wielki Tydzień i w końcu się poddałam - po prostu w te święta baba musi być i tyle ;)

Miałam piec babkę czekoladową, ale przeglądając kolejne przepisy na necie trafiłam na takie oto dziwadło:
babkę MAJONEZOWĄ!

Tak, dobrze widzicie, majonez to jeden ze składników tego ciasta. Troszkę się wahałam, ale szybkość przygotowania i pozytywne oceny internautów w końcu mnie przekonały. I tak, w Wielką Sobotę upiekłam ciasto na majonezie (do czego to doszło! ;) ).


Składniki:
  • 4 jajka
  • ok. 150 ml majonezu
  • 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3/4 szklanki cukru
  • aromat cytrynowy
  • 1 łyżka kakao
Białka oddziel od żółtek i ubij na sztywno. Dodaj żółtka i cukier. Miksując dalej dodaj partiami mąkę z proszkiem do pieczenia.Na końcu dodaj olejek i majonez. Dokładnie wymieszaj. Oddziel ok. 1/3 części masy, dodaj jedną łyżkę kakao i wymieszaj. Do wysmarowanej tłuszczem foremki na babkę wylej masę jasną, a na wierzch masę ciemną. Piecz 45 minut w temp.170 st.C. Po upieczeniu posyp cukrem pudrem.


Pierwsze wrażenia: wygląd super, konsystencja też. Chwilę wahaliśmy się z mężem przed pierwszym kęsem, ale... wyszła naprawdę smaczna!! Majonezu w ogóle nie czuć. Przyznam nawet, że jest to najlepsza babka jaką do tej pory udało mi się upiec. Lekko wilgotna, o aromacie cytrynowym. Na pewno nie raz zagości u nas na stole. Polecam!

22 kwietnia 2014

Wtorek ze wspomnieniami: Święta

Przy okazji minionych dni świątecznych odkopałam to zdjęcie z 2012 roku:


Były to, co prawda, Święta Bożego Narodzenia, a nie Wielkiej Nocy, ale patrzę na to zdjęcie i myślę, jaki to był wspaniały czas! Czas odpoczynku, leżenia, nic nie robienia, oglądania setek filmów, grania w głupie gry na kompie, spacerowania, malowania paznokci, jedzenia kilogramów czekolady i jabłek. Ach, wspomnień czar! 

Te Święta były zupełnie inne - w biegu, w pospiechu, żeby zdążyć upiec, zrobić sałatkę, żeby małą wyszykować, zdążyć do kościoła, na obiad do teściów, w gości do rodziców. Czas chodzenia z Milenką za rączkę, jedzenia z doskoku, szykowania i sprzątania. Mówiąc krótko - te Święta minęły mi baaaardzo szybko i wcale sobie nie odpoczęłam.

I chyba taki słodki czas lenistwa, jak na tym zdjęciu długo mnie jeszcze nie czeka...

14 kwietnia 2014

Mama na szóstkę

Ten nieco podchwytliwy tytuł posta wcale nie oznacza, że mam o sobie takie wysokie mniemanie ;) Chodzi o zabawę, w której należy opisać gadżety lub inne sprzęty, rzeczy, które ułatwiły mi sprawdzenie się w roli matki. Do zabawy zaprosiła mnie Moonik, za co jej bardzo dziękuję :*

Trochę mi zeszło z napisaniem tego tekstu, bo im dłużej myślałam, tym więcej rzeczy wydaje mi się niezbędnych. Dokonałam selekcji i tak oto wyłoniła się poniższa lista:

1. elektryczny laktator Medela


Moja przygoda z kp była dość krótka i nieporadna, dlatego wciąż gdzieś siedzi we mnie żal, że nie udało mi się dłużej karmić naturalnie. Laktator elektryczny kupiłam na sam koniec walki i dzięki niemu udało mi się utrzymać laktację w ostatnim miesiącu. Myślę, ze udałoby mi się dłużej karmić Milenkę odciąganym pokarmem, ale decyzją lekarza przeszliśmy na mm. W każdym razie, jestem wdzięczna temu urządzeniu, bo dzięki niemu odciąganie szło bardzo sprawnie i szybko.

2. sterylizator parowy:


Po przejściu na mm sterylizator bardzo ułatwił mi życie. Przede wszystkim ładowałam go dwa razy w ciągu dnia wlewałam wodę i włączałam. Nie musiałam czekać, aż zagotuje się woda, bawić się z wrzątkiem próbując uniknąć oparzenia, i czekać 15 minut nad kuchenką. Biorąc pod uwagę fakt, że mam skłonność do przypalania garnków, uniknęłam prawdopodobnego spalenia butelek, bo sterylizator wyłącza się sam (!). Korzystałam ze sterylizatora dzięki uprzejmości Ewy, za co jej jeszcze raz bardzo dziękuję :*

3. rogal do karmienia:


Kompletnie nie przydał mi się przy karmieniu, ale przydał się bardzo, gdy Milenka zaczynała siadać. Sadzałam Milenkę w wycięciu rogala i miałam pewność, że w którąkolwiek stronę upadnie, będzie miec miękkie lądowanie. Dzięki temu mogłam spokojnie robić inne rzeczy, w stylu wyjść do wc ;)

4. kubek ze słomką B.Box:

Dzięki temu kubkowi, podpatrzonemu u Kasi Rog, Milenka zaczęła pić coś innego niż mm. Kubek jest rewelacyjny, sprawdza się do dziś i ma tę zaletę, że mało co z niego kapie (nie to co z kubków niekapków). Dzięki giętkiej słomce zakończonej obciążnikiem, dziecko może pić w każdej pozycji. Milenka nauczyła się z niego pić w ciągu dwóch dni i przyznam, że dzięki temu bardzo mi ulżyło. Przedtem męczyłam się łyżeczką, żeby choć kilka łyków wody wypiła.

5. szczoteczki treningowe do zębów z Rossmanna:


Rewelacyjne w okresie ząbkowania - świetnie służą jako gryzaki. W zestawie są trzy, od najmniej do najbardziej "zaawansowanej", czyli takiej, którą można używać już do mycia zębów. Bardzo jestem z nich zadowolona. Ich zakup to był strzał w dziesiątkę.

6. nieśmiertelne książeczki:


Przyznam szczerze, że nigdy nie myślałam, że książki okażą się u nas takim hitem. Dzień bez nich się nie liczy! Co prawda, teraz Milenka czasem drze strony, ale to nic. Lubi je oglądać, słuchać jak czytam. Ma też swoje ulubione i takie, do których musi się dłużej przekonać. Jest to wciąż stały punkt w planie dnia Milenki i dzięki temu ja też mam chwilę odpoczynku od ciągłego z nią chodzenia.

7. "Kołysanki dla bobasa"

Na początku sama śpiewałam kołysanki Milence, ale po pewnym czasie nie chciałam już usypiać jej na rękach, więc szukałam innego sposobu na usypianie. Tu pomocne okazały się "Kołysanki dla bobasa". To przy nich Milenka zasypiała w pierwszym roku życia. Teraz już ich nie potrzebuje, ale był czas, gdy bez nich nie mogło się obyć.

Dodałabym tu jeszcze kilka innych pozycji, ale zegar niemiłosiernie przypomina, że czas spać. Zapraszam Was wszystkie do zabawy - w komentarzach pod spodem czy u Was na blogach, napiszcie bez czego nie wyobrażacie sobie życia matki (część z Was już pisała posty na ten temat).

Dobrej nocy!

10 kwietnia 2014

Dwa tygodnie po szczepieniu

Jutro miną dokładnie dwa tygodnie po szczepieniu przeciw odrze, śwince i różyczce, które wywoływało u mnie ciarki na plecach i mnóstwo wątpliwości. Okres dwóch tygodni, to czas, gdzie mogły pojawić się ewentualne powikłania, dlatego z opisem co i jak czekałam na jego koniec.

Nasza pediatra zaleciła nam szczepienie płatną szczepionką Priorix, dlatego, że Milenka jest alergiczką, a szczepionki przeciwko tym chorobom częściowo hodowane są na białkach jaja kurzego. Według pani doktor Priorix jest pod tym względem bezpieczniejszy niż  bezpłatny MMR, choć ile w tym prawdy, a ile marketingu, nie wiem.

Na wizycie szczepiennej Milenka bardzo płakała i to przez cały czas, począwszy od badania lekarskiego. Nie mniej samo wkłucie poszło bardzo sprawnie i szybko. Faktem jest, że przez ciągły płacz, Milenka chyba nawet nie zauważyła ukłucia. Uspokoiła się dopiero, gdy wyszliśmy do poczekalni.

Wieczorem po szczepieniu i na następny dzień byłam mocno zaskoczona, bo Milenka była bardzo wesoła, brykająca i ciesząca się z byle czego. Zastanawiałam się nawet, czy oni do tej szczepionki nie dodają czegoś "rozweselającego" ;) Kolejne dni też upływały w miarę spokojnie. Dopiero w piątej dobie zauważyłam reakcję na szczepienie. Nie była to na szczęście gorączka, a jedynie bardzo duże rozdrażnienie. Do tego stopnia, że Milenka nie mogła zasnąć na wieczór i pojękiwała, dopóki nie podałam Nurofenu. Ewidentnie coś ją pobolewało. W szóstym dniu po szczepieniu było podobnie, choć obyło się już bez leku wieczorem. A później... nie było już żadnych innych reakcji. Odetchnęłam - mamy to za sobą i szczęśliwie wszystko jest w porządku :)

Do tej pory zastanawiam się też, czy te bóle były spowodowane szczepionką. W ciągu tych dwóch tygodni wyszły Milence dwie dolne dwójki i górna prawa czwórka, więc może to były zęby. A może też skok rozwojowy, bo w weekend zauważyłam, że Milenka nagle zaczęła dużo więcej rozumieć. 

Tak czy inaczej, jestem szczęśliwa, że to zniesławione szczepienie jest już za nami!

9 kwietnia 2014

Kreatywna babcia vol.2


O tym, że babcia Milenki jest osobą pomysłową mogłyście przekonać się w poście z listopada zeszłego roku - o tu.

Kilka miesięcy później moja mama przyniosła Milence książkę o... origami. I choć sama obdarowana na razie kompletnie nie interesuje się sztuką składania papieru i woli go podrzeć, obślinić i wymiętosić, tak babcia przepadła. Od kilku dni, co dzień możemy podziwiać jej dzieła:

Ryba i pies

Pingwin, żyrafa i krowa

Jak widać na zdjęciach, figurki noszą już ślady rączek Milenki, bo trzeba przyznać, że bardzo lubi się nimi bawić.

A tu jeszcze zbliżenia na żyrafę i krowę:



Ciekawe, co babcia wymyśli następnym razem :)))

6 kwietnia 2014

W oczekiwaniu na...

... chodzenie. 

Tak, chodzenie - nie mogę się doczekać, aż Milenka zacznie chodzić :) Widzę, że nastąpi to już wkrótce, więc tym bardziej każdego dnia czekam i obserwuję, żeby nie przegapić. 

Wczoraj Milenka postawiła dwa malutkie samodzielne kroczki, by potem wylądować w moich ramionach. Wiem, że to jeszcze nie to, ale normalnie popłakałam się ze szczęścia. I tak, wszyscy mówią, że wtedy się zacznie, że trzeba będzie pilnować, biegać za dzieckiem i chwili spokoju nie będzie. Ale prawda jest taka, że chwili spokoju to już dawno nie miałam, więc czekam. 

Może na Święta Wielkiej Nocy Milenka zgotuje nam niespodziankę? W sumie, raczkować zaczęła w Święta Bożego Narodzenia, urodziła się w Walentynki, to może taka rocznicowa dziewczyna z niej?

A Wy jak obstawiacie?

3 kwietnia 2014

Ulubieńcy marca 2014

Marzec minął bardzo szybko, bardzo przyjemnie i bardzo wiosennie.
Pora na pokazanie, czym interesowała się Milenka w minionym miesiącu. Tym razem za wiele tego nie będzie, bo moja córka zajmowała się głównie nauką chodzenia. Chodzić sama jeszcze nie potrafi, ale intensywny trening z mamą, tatą i babcią, to było jej główne zajęcie.

Tak więc listę zaczynamy od:

1. chodzenia za ręce:


2. oraz chodzenia przy pchaczu:


3. Na topie były też spotkania towarzyskie:


4. huśtawka (tak, znowu ona ;)):


5. zabawa figurkami zwierząt z serii ZOO dostępnej w kioskach:
 

Taka "monotonia" to wynik pięknej pogody. Mało siedzimy w domu, a na dworze wystarcza huśtawka i dobre towarzystwo :)

A co u Was było na topie?