31 marca 2014

Macierzyństwo rozwija

Chodził za mną ten post długo, ale nie potrafiłam ubrać w słowa tego, co było w mojej głowie...

Obejrzałam się za siebie, wróciłam do przeszłości. Do czasu kiedy nie byłam matką, kiedy w moim sercu nie było Milenki... Dostrzegłam, jak bardzo odmieniło się moje życie, moje myślenie i postrzeganie świata. Macierzyństwo zmieniło mnie pozytywnie. Co więcej, dzięki niemu rozwinęłam się i zauważyłam nowe możliwości.

Przede wszystkim zmiana myślenia. Dziecko obudziło we mnie wewnętrznego lwa, obrońcę, a poziom mojej asertywności podniósł się o 200 %. Nie mam cierpliwości do ludzi których nie rozumiem, a którzy próbują wmawiać mi swoje poglądy i wpływać na to, co robię. Nie mam czasu i nerwów wysłuchiwać po raz setny historii, które mnie nie interesują, bo tak wypada. Przestałam udawać, że wszystko jest w porządku, gdy nie jest, i godzić się na wykorzystywanie. Teraz mam rodzinę, o którą muszę dbać, a pozorne znajomości i udawane uprzejmości są nie dla mnie. Niektórzy powiedzą nawet, że nie jestem już miła. Trudno, przeżyję, o ile dzięki temu moja córka i mąż będą ze mną szczęśliwi.

Uwolniłam się od stereotypów i większości moich kompleksów. Świat dzieci pokazuje, jak różni jesteśmy i jak każdy z nas dzięki temu jest piękny. Bo przecież każde dziecko jest cudem, który wyrasta na dorosłego człowieka. I nie ważne, czy małe, czy duże, czy chodzi przed roczkiem, czy przed półtora roku, czy mówi w wieku 15 czy 30 miesięcy. Jesteśmy piękni! Nie ważne ile rozstępów, ile cellulitu czy zmarszczek, siwych włosów. Dla mojej córki jestem piękna, więc i dla siebie jestem piękna. W akceptacji samej siebie pomogło mi poznanie mam blogujących - Mamy Mirona, Eveleo, Weroniki (jej blog jest teraz prywatny). Dziękuję im z całego serca!! 

Ale dziękuję też innym blogującym mamom - dzięki Wam odkryłam świat blogów. To unikalne miejsce, gdzie codzienne kłopoty, szczęścia, radości i smutki mogę dzielić z kobietami silnymi, pięknymi, kreatywnymi i mądrymi! Rok temu nie miałam pojęcia, że wsiąknę w tą społeczność. A to tylko i wyłącznie dzięki macierzyństwu, bo początkowa samotność w roli matki pchnęła mnie w poszukiwania osób, które maja podobne doświadczenia. 

W ogóle bycie mamą pchnęło mnie ku różnym aktywnościom. Blogowanie, bieganie, zmagania z alergią córki, jazda samochodem (za kółkiem czuję się już całkiem pewnie), a przede wszystkim czas spędzany z Milenką, jej rozwój i dzieciństwo. Widzę teraz, jak jest tego wiele. Mam wrażenie, ze nigdy tyle rzeczy na raz nie działo się w moim życiu. Podjęłam się macierzyństwa, które odmieniło mnie i dało mnóstwo nowych możliwości.

Wciąż też poszukuję. Pomimo tylu nowych rzeczy, które się zadziały od urodzenia Milenki, wiem, że wciąż mogę przyjąć na siebie nowe wyzwania. Mam otwarte ręce i umysł. Bo mimo, że macierzyństwo zamknęło beztroski okres w moim życiu, to nauczyło mnie, że znaleźć siebie można na inne sposoby. Znajdować siebie można cały czas! Bycie matką okazało się dla mnie takim milowym krokiem, jak dla dziecka nauka chodzenia.

25 marca 2014

Testowanie matki

Pamiętacie mój post o wyznaczaniu granic dziecku o tu ?
Zdaje się, że Milenka w tym tygodniu postawiła sobie za cel intensywnie sprawdzać, gdzie te granice leżą...

Przychodzę z pracy, a Milenka zamiast dać mi zjeść obiad, prowadzi mnie przed komputer, żeby puszczać piosenki z Mini Mini na YouTube. Puszczam, ale ile można? Okazuje się, że można by nawet całe popołudnie, co nie bardzo mi się podoba. Machamy więc rybce Mini Mini "papa", zamykam laptopa i ... ryk. Twardo odciągam Milenkę, tłumaczę, że teraz może książeczki pooglądamy, albo piłeczką porzucamy. Stawiam na ziemi, a ona łapie mnie za ręce i prowadzi do telewizora, żeby puszczać bajki. No nie, co za dużo, to nie zdrowo. Tłumaczę, że teraz nie czas na bajki, odciągam w inną stronę i... ryk. Tym razem jeszcze głośniejszy, dłuższy i nie do utulenia. Proponuję inne zabawy, a zapłakana Milenka znów łapie mnie za ręce i tupta w stronę smoczka, żeby jej dać... Z zasady smoczek daję jej tylko do snu, bądź gdy bardzo płacze. Ale gdy jest to płacz z bólu, a nie po to, by na mnie coś wymusić. Więc tym razem nie daję jej tego smoczka i ryk przeciąga się do godziny, kiedy to jestem już tak zmaltretowana uspokajaniem, proponowaniem zabaw, skakaniem i bezskutecznym zabawianiem, że w końcu daję tego smoka. Płaczu mniej, dziecko ledwo żywe, ale zadowolone, że matka się poddała. I wtedy przychodzi z pracy tata, a Milenka znów staje się małym, roześmianym aniołkiem...

Wczoraj było trochę lepiej, ale podobnie. Pytam Piotrka, czy jak z nią jest sam rano, to też próbuje wymuszać - twierdzi, że nie. Pytam mojej mamy o to samo - mówi, że nie, że Milenka normalnie jak zawsze się zachowuje. Nasuwa mi się jeden wniosek - córka moja chce przetestować moją cierpliwość do przysłowiowych granic. W grę wchodzi jeszcze ząbkowanie, bo opuchnięte dziąsła trochę ma. Albo też mąż i babcia na wszystko jej pozwalają. W każdym razie, mam nadzieję, że ten okres szybko minie!!

21 marca 2014

Sesja roczniaczki

Dziś spieszę pochwalić się efektami sesji zdjęciowej, którą zrobiliśmy Milence z okazji roczku :)

W końcu, po miesiącu oczekiwania, odebraliśmy zdjęcia wykonane przez Kasię ze studia Kasia Halbiniak Fotografia. Zdjęcia ogromnie mi się podobają. Ale co tu będę pisać, lepiej pokażę:




Moje ulubione :*






Jest jeszcze zdjęcie mamy z córką i całej rodziny. Ja jak zawsze wyszłam jak wyszłam, ale i tak się cieszę, że mamy taką pamiątkę:



Zdjęć jest jeszcze więcej, a wszystkie razem zapakowane w cudowne pudełeczko wykonane metodą scrappingu. Oprócz tego otrzymaliśmy zdjęcie numer 2 jako obraz - nadruk na płótnie, który zawiśnie u nas w salonie. Ten obraz to miła niespodzianka, bo właśnie zamierzałam utworzyć kompozycję ścienną ze zdjęć, a teraz już nie muszę :))

Sesja zdjęciowa trwała około 1,5 godziny i przyznaję, że nie cały czas była samą przyjemnością. Po prostu dziecko musi siedzieć ciągle na planie zdjęciowym, a wiadomo, że poruszającemu się już roczniakowi nie jest łatwo to zrozumieć. Oprócz tego lampy do oświetlania planu powodują, że po pewnym czasie jest bardzo gorąco - na ostatnim zdjęciu widać rumieńce Milenki. 

Ale nawet mimo drobnych niedogodności jestem bardzo zadowolona z efektów i cieszę się, że udało mi się zrealizować ten pomysł. Mam nadzieję, że w przyszłości Milenka również z sentymentem będzie patrzeć na te zdjęcia, szczególnie te wspólne.

18 marca 2014

Co jest w jej torebce

Milenka, jak prawdziwa mała kobietka, posiada własną torebkę ;)
Otrzymała ją w prezencie od Magdy przy okazji wygrania licytacji dla Szymka. 


Ciekawe jesteście, co nosi przy sobie mała dama? Oto lista niezbędnych rzeczy:


  • Kluczyki do samochodu - wiadomo, w wielkim mieście ten środek transportu jest niezbędny. Te kluczyki pikają, grają, śmieją się, a nawet wydają odgłos silnika. Stylowe kluczyki dla stylowej dziewczyny :)
  • Krem do rąk - chyba każda dziewczyna wie, że bez tego ani rusz. Rączki spracowane wytężonym raczkowaniem i przerzucaniem zabawek domagają się codziennej pielęgnacji. Nic to, że krem często ląduje w buzi, na nosie lub ubranku. Dodatkowa pielęgnacja w tych miejscach również nie zaszkodzi!
  • Lusterko - komentarz chyba jest niepotrzebny. Całuski w lusterko to odzwierciedlenie odwiecznego dylematu każdej z nas: Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?
  • Drobna przekąska - tu: żółta papryka. Pamiętaj - jesteś tym, co jesz, więc odłóż na bok chrupki kukurydziane i sięgnij po witaminy!

A na zdjęciu poniżej Milenka prezentuje nowatorskie użycie swojej torebki. Świat mody zdaje się nie mieć dla niej tajemnic:


A co Wy macie w swoich torebkach? ;)

15 marca 2014

Lasagne po mojemu

Uwielbiam kuchnię włoską, a że dziś udało mi się upichcić pyszną lasagne, postanowiłam podzielić się w Wami przepisem. Po pierwsze: to danie to cudowna, kremowa, pomidorowo - mięsna bomba kaloryczna, którą lubię serwować raz na jakiś czas. Po drugie: przygotowuje się ją naprawdę szybko, a naprawdę szybkie dania, to coś, co lubię gotować najbardziej.


Składniki:
  • 0,5 kg mięsa mielonego
  • 1 puszka pomidorów
  • sól / pieprz
  • 1 ząbek czosnku (lub więcej jak ktoś lubi)
  • zioła prowansalskie lub włoskie
  • mała cebula
  • 20 dag sera żółtego w kawałku
  • 3 szklanki mleka
  • 1 łyżka masła
  • makaron do lasagne
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej 
  • 1 łyżka mąki pszennej

Sos mięsny:
 Podsmaż posiekaną cebulę na patelni, dodaj mięso, posól i dopieprz do smaku. Dodaj zioła, wyciśnięty przez praskę czosnek i pomidory z puszki. Duś chwilę na wolnym ogniu.

Sos beszamelowy:
Ugotuj 2 szklanki mleka z masłem i szczyptą soli. Trzecią szklankę mleka wymieszaj z mąką ziemniaczaną i pszenną, tak aby nie było grudek. Dodaj do reszty mleka. Zagotuj ciągle mieszając, aby nie powstały grudki i by sos się nie przypalił.

W naczyniu żaroodpornym układaj lasagne warstwami: płaty makaronu, sos mięsny, starty na małych oczkach tarki ser żółty, sos beszamelowy, makaron, itd. U mnie wychodzą na ogół trzy poziomy. Ostatnią warstwę posyp ulubionymi ziołami (np. bazylia). Piecz 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.


* Gdy mam więcej czasu, podgotowuję płaty makaronu przed upieczeniem. Wystarczy zanurzyć je we wrzącej wodzie na minutę lub dwie, a zrobią się miękkie.

* Przygotowując lasagne dla gości, warto przygotować danie w jednorazowych foremkach takich jak do pasztetów, które pomieszczą jedną porcję dania. Wtedy nie ma problemu z niewygodnym nakładaniem lasagne na talerze ;)

Smacznego!

14 marca 2014

Nowości w pokoju Milenki

Zawsze chciałam, żeby Milenka miała wesoły i kolorowy pokój. Taki, w którym dobrze by się czuła i który zachęcałby ją do zabawy. Powoli realizujemy własne lub podpatrzone pomysły i myślę, że wygląd pokoiku jest coraz bardziej spójny i odpowiedni dla małej dziewczynki.

Zmiany, które zachodzą są dość powolne. Czasu wciąż brak na wymyślanie, szukanie i dopasowywanie przedmiotów. Staram się jednak co jakiś czas dodać coś nowego, ciekawego, a także przydatnego. Oto kilka nowości z ostatnich miesięcy:





Domek z tektury pojawił się u nas jakiś miesiąc temu. Podpatrzony u koleżanki znakomicie wpasował się w wystrój pokoju. W tym miejscu wcześniej stało duże biurko, z którego dawno już nie korzystaliśmy. Pozbyliśmy się tego mebliszcza i dzięki temu Milenka zyskała dodatkowe miejsce do zabawy. Oprócz tego domek można pomalować. Mam więc nadzieję, że gdy Milenka będzie już umiała kolorować, wspólnie to zrobimy :)


Żabka - nawilżacz powietrza. Kupiliśmy go z konieczności, bo mamy bardzo suche powietrze w mieszkaniu. Powiem tyle, że Milenka bardzo żabkę polubiła, a już najbardziej kręcić pokrętłem. Nawilżacz wpasował się bardzo w koncepcję wesołego pokoju, a swoją funkcję spełnia bardzo dobrze.


Pudło na zabawki z Biedronki. Pewnie powiecie, że takie pudło ma każdy, ale my do niedawna nie mieliśmy, a zabawki Milenki trzymaliśmy w kartonie po pieluchach ;) Pudło jest świetne - bardzo pojemne, z kółeczkami na dole, które ułatwiają przesuwanie oraz wypukłą pokrywą w kolorze różowym (na zdjęcie się nie załapała). Powalająca cena - 22 zł! Lubię takie zakupy :)

A tak prezentuje się pokój w całości:


 
Chciałabym jeszcze dodać do niego miarę wzrostu na ścianę koło domku i może zmienić firanki. Ale znają moje tempo pewnie minie jeszcze pół roku... :)

11 marca 2014

Wtorek ze wspomnieniami: Marzec 2013

Rok czasu to zdaje się być tak nie wiele. Patrząc jednak na te zdjęcia sprzed roku nie mogę się nadziwić, że w życiu niemowlaka / dziecka to tak wiele...





Wczoraj z ciekawości przejrzałam zdjęcia z marca zeszłego roku, by zobaczyć jaka wtedy była pogoda. Jak widać, słoneczko świeciło, ale pamiętam, że było bardzo mroźno. A Milenka... jak ona się zmieniła! Rok temu miała jeszcze trądzik niemowlęcy, a o alergii pokarmowej nie mieliśmy pojęcia. Dopiero zaczynaliśmy kłaść ją na brzuszku, a dziś szykuje się do samodzielnego chodzenia. Włosy zjaśniały i urosła już tak bardzo! Nie mogę się nadziwić :)

To nasz mały cud :*

7 marca 2014

My mamy razem biegamy!

Mało nas tu ostatnio, ale czas zdaje mi się przeciekać przez palce. Czasem mam wrażenie, że jestem mniej nieogarnięta niż pół roku temu. Praca - dom, dom - praca. Mało kiedy mam taki dzień, że siadam przed kompem na dłużej niż pół godziny, nie wspomnę nawet o TV. Zresztą TV teraz nie lubię oglądać, bo wojną straszą i wzbudzają mój żywy niepokój (nawet zastanawiałam się wczoraj, czy już zapasów nie zacząć robić!). W każdym razie często kończę mój dzień ok. 22.00 - 23.00 i wtedy marzę tylko o tym, by położyć się spać...

Przyznam szczerze, że zanim zaczęłam biegać, mój dzień był bardziej "leniwy". Prace domowe omijałam, często przerzucając je na męża. Odkąd biegam, energia kipi we mnie wieczorami i dzięki temu rzucam się w wir sprzątania, prasowania i wszystkiego tego, co przedtem robiłam, ale z ogromną niechęcią. Dodam jeszcze, że mój wewnętrzny leń gdzieś zniknął. Dopada mnie czasem, wiadomo, ale nie co wieczór! Dzięki temu, stosuję też regułę dwóch minut, o której przeczytałam u Bebe tutaj. Pomaga mi to zapanować nieco nad chaosem domowym i mieć poczucie pewnego (niedużego, co prawda) ładu i porządku. 

Tak więc bieganie! Zachęcam wszystkie z Was do wypróbowania tej aktywności fizycznej. Od trzech tygodni jestem nakręcona treningami i już nie wyobrażam sobie życia bez biegania :) W tej chwili biegam już trzeci tydzień wg planu, który opisywałam wcześniej. I jest super.

A do tego na innych blogach mamy zaczęły akcję: MY MAMY RAZEM BIEGAMY! 


Niezła Żona i Hexe Ana założyły stronę na Facebooku, gdzie każdy biegający lub chcący zacząć, może się przyłączyć. Oczywiście ja już to zrobiłam :)) Akcja polega na tym, że z pierwszym dniem wiosny, czyli 21 marca, chętne mamy rozpoczynają swoją przygodę z bieganiem. Dzięki wspólnej motywacji i energii, na pewno będzie łatwiej zacząć. Na razie zapisanych jest już 77 mam! Wyobrażacie to sobie? Nigdy bym nie pomyślała, że tak wiele dziewczyn myśli o bieganiu. Bardzo mnie to motywuje do dalszego biegania :)

Zapraszam każdą z Was z osobna do przyłączenia się do biegaczek! Zostały jeszcze dwa tygodnie, więc sporo czasu na przygotowania. A potem same zobaczycie, jak to wciąga! :))

3 marca 2014

Ulubieńcy lutego 2014

W lutym Milenka rozbrykała się na dobre. To chyba efekt przekroczenia magicznej granicy roku. Moja córeczka już nie jest niemowlakiem, ale dziewczynką z własnymi zachciankami i wymaganiami. Na szczęście bardzo pogodną i wesołą.

A w lutym lubiła:

1. na spacerach obserwować psy (to miłość od dawna, ale spacer z pieskami to już odlot):


2. bujać się na różowym koniku:


3. buszować w szufladach:


4. prać i przebierać w ubraniach:



5. bawić się sorterami:


6. bawić się z bobasem Jasiem:


7. używać kremu do rąk:



8. chodzić za ręce (hit końca lutego - jestem dumna jak paw :)):

Kiepska jakość zdjęcia, ale radość z chodzenia uchwycona :)

A co Wasze dzieci lubiły w minionym miesiącu?