28 października 2013

Caretero Sport Classic - testujemy

Trochę szczęścia na początek tygodnia...
 Udało nam się zakwalifikować do programu testowania firmy Caretero :) 
Dzięki temu już dziś otrzymaliśmy fotelik Sport Classic, który będziemy testować przez najbliższe trzy tygodnie.

Pierwsze wrażenia? Same oceńcie:





Ech, nie mogę się nadziwić, że ta moja córa już taka duża jest, a dopiero co była taka tycia....

Więcej o foteliku możecie przeczytać na tej stronie.
A o tym jak nam się testowało, przeczytacie za trzy tygodnie :)

27 października 2013

Ulubieńcy października 2013 ...

... czyli to, co Milenka lubi najbardziej ;)

Niestety, praca zabiera mi czas i momenty do uchwycenia aparatem. Dlatego też, jakość zdjęć coraz gorsza i dużo z nich wieczorową porą i w słabym oświetleniu.

Kolejność przypadkowa:

1. ćwiczenia przed raczkowaniem (daleko nam do tego, jednak przód lub tył często już wędrują w górę):


2. chlebek:


3. zrzucanie wszystkiego na podłogę (najlepiej jak mama podniesie i można znów zrzucać):


4. gryzak na owoce polecony przez Hally tutaj (kolejny raz dzięki!):


5. koszyczek pokazany na blogu u Kajki tutaj:


6. buty w rączce na spacerze (zdaje się, że stopy Milenki odporne na chłód są):


7. bransoletki, kremy i inne damskie zabawki. 
Radość Milenki jest niesamowita również, gdy mama maluje się z nią na ręce - wspólne używanie pędzli do makijażu, szczotki do włosów to jest to (niestety brak mi już wtedy ręki na robienie zdjęć):


A co Wasze dzieci lubią robić w tym miesiącu?

23 października 2013

U nas też są żółte liście

Wspomnienie weekendu...

Teraz jest dużo cieplej, ale Milenka do lasu nie bardzo lubi chodzić - coś mało ją interesują liście na drzewach czy na ziemi. Dzieci, psy i samochody to jest to! Ale te rzeczy albo ciężko uchwycić, albo są mało fotogeniczne... A więc, co by nie było, że u nas jesieni nie ma, są zdjęcia z jedynego spaceru po lesie :-)





A jak już listek w łapce... to do buzi niedaleko ;-)





Pozdrawiamy jesiennie!

21 października 2013

Armagedon

Wczoraj był post o zbędnym narzekaniu, to dziś... trochę sobie ulżę w tej kwestii, bo mam gorszy dzień.
A raczej - Milenka ma gorszy dzień... ba, chyba najgorszy jak do tej pory :\

Ząbkujemy... wychodzą górne dwójki i jedynki, a może i cała reszta...
Jest sto, nie, wróć, milion razy gorzej niż przy dolnych jedynkach...
Noce zarwane, nie działa Dentinox, nie działa Nurofen, nie działa nic!
 Dziś mam urlop okolicznościowy, więc szczęśliwa, że przede mną cały dzień w domu z Milenką, położyłam się wczoraj spać. Godzina 00.40 - pierwsza pobudka. Godzina 1.30 - druga pobudka. Godzina 3.30- trzecia pobudka, a później do godz. 5.30 pobudki co 15 minut.... 

Rano wstaję, mleko daję, bawimy się. Zwykle po dwóch godzinach, Milenka ma ochotę na pierwszą drzemkę. Kładę ją o 9.00, bo już ledwo zipie, ale nie.. spać nie śpi. Dentinox niet, Nurofen niet, kołysanki niet, ręce mamy niet... po godzinie poddałam się i znów zaczęłyśmy się bawić. Wiadomo, zabawa z ciągłym jęczeniem, marudzeniem i wiszeniem na mamie...

0 10.30 kaszka zjedzona pięknie, a potem znów walka z zabawą. 11.30 dziecię ledwo patrzy na oczy. Włączyłam kołysanki i bujam na rękach, ale nie... wygina się pręży, płacze. Na szczęście (?) była już tak padnięta, że w końcu usnęła.

Ciekawe, jak długo pośpi i jak dotrwamy do wieczora... Zjadłam już paczkę czekolady z nerwów, druga jest w szafce i pewnie do wieczora zniknie...

Tyle w kwestii narzekania ;)

Mamo, nie pękaj! W końcu wyjdą :P

Właśnie wstała.........

20 października 2013

Rozejrzyj się wokół - nie jest źle

Nie jest źle:
- jest dziecko: piękne, słodkie, do schrupania, radosne, wesołe, rozrabiające i rozbrajające swym uśmiechem,
- jest on: przystojny, sexy, opiekuńczy, pomagający, obiady gotujący, sprzątający, zakupy robiący, do pogadania, do pośmiania się, do przytulenia
- jest dom: nieduży, własny, urządzony po swojemu, umeblowany po naszemu, ciepły, swojski kąt
- jest rodzina: pomagająca, wspierająca, będąca zawsze i wszędzie

Ale, ale... 
Nie macie wrażenia, że rozmawiając z innymi kobietami słyszycie wersję w stylu:
- jest dziecko: niegrzeczne, nie śpiące, wiszące na matce, drące się, brudzące, nie jedzące...
- jest on: leniwy, nieobecny, nie pomagający, nie słuchający, wpatrzony w siebie i w pracę...
- jest dom: nieposprzątany, brudny, zawalony zabawkami, nieładnie urządzony...
- jest rodzina: skłócona, zazdrosna, nie pomagająca...
Ostatnio złapałam się na tym, że często spotykając się z innymi, opowiadam im swoją codzienność w drugiej wersji. A tak naprawdę, jest ok. Wiadomo, są ciężkie dni, ale... nie jest źle! Czy to już taka nasza polska czy też kobieca przypadłość - narzekanie??

Taki apel do siebie samej i innych kobiet: nauczmy się doceniać to, co mamy! 
Wystarczy wyobrazić sobie, jak nasze życie wyglądałoby, gdybyśmy tego nie miały...


A jak jest u Was? Macie skłonności do narzekania?

18 października 2013

Projekt SAMO SIĘ

Mama Przewijka z bloga Na Przewijaku wpadła na genialny pomysł zabawy blogowej:


Postanowiłyśmy przyłączyć się do projektu, gdyż czas jesieni i zimy to coraz dłuższe zimne wieczory, więc pora wysilić mózgownicę, aby dziecku dostarczyć godziwej rozrywki w domu ;)

Projekt SAMO SIĘ to ciekawy pomysł na rozwój najmłodszych blogowych dzieciaków poprzez zabawę. 
Szczegóły na jego temat znajdziecie klikając w baner na pasku bocznym. W skrócie: zabawa podzielona jest na grupy wiekowe. Dla każdej z grup przypada jeden temat zabawy na tydzień zaczynając od 4 listopada przez kolejnych 10 tygodni.

Milenka ukończyła już 6 miesięcy, dlatego będzie w najstarszej grupie. Tematy dla dzieci z tej grupy to:

 1. Wstążka, sznurek, sznurowadło.
2. Za rączkę, za nóżkę.
3. Papuguję wszystkich w koło.
4. Skrzynia skarbów.
5. Pokaż, Kotku, co jest w środku.
6. Dla przyszłych inteligentów w okularach.
7. A piłka się toczy.
8. Zmieniamy perspektywę.
9. Zbudowałem i zburzyłem.
10. Tematycznie w koszyczku.

Mamy chętne do zabawy zapraszamy! Zapowiada się ciekawie :))

17 października 2013

Szara rzeczywistość

Przychodzę do domu z pracy...
Milenka śpi...
budzi się i...
po trzech godzinach znów idzie spać :(

Ciężko, ciężko mi się przyzwyczaić...
Nagle z 24 godz na dobę mam ją tylko przez 3 godz w ciągu dnia...

I noce zarwane, bo zęby idą, i pobudka regularnie co godzinę, po to tylko, by mama smoka w paszczę włożyła.... 

Ech, nie każde zmiany są na lepsze...

Kochane mamy na wychowawczych i rodzicielskich - doceńcie, póki możecie, czas spędzony beztrosko z dziećmi! Mamy niepracujące - nie żałujcie! Urlop macierzyński to jak do tej pory najpiękniejszy czas w moim życiu, pomimo wielokrotnego załamania nerwowego...

13 października 2013

Husi husi

Milenka zdobywa plac zabaw. Na pierwszy ogień poszła huśtawka - uwielbia!

Nic dodać, nic ująć - sami zobaczcie... :-)







12 października 2013

Witaj soboto!

Już weekend!

Za mną pierwszy tydzień w pracy, pierwszy tydzień bez Milenki 24h na dobę. Jak minął? Zaskakująco dobrze :-) Po pierwszym dniu pełnym stresu zarówno dla mnie jak i dla Milenki, kolejne dni upłynęły nam bardzo przyjemnie.

Milenka z babcią stanowią już niezły zespół - chodzą na spacery, na zakupy, jedzą razem, bawią się - pełen relaks. Jedynie rano, gdy przychodzi babcia, Milenka jest niespokojna, bo wie, że zaraz wychodzę. Ale i to z czasem minie, w piątek nawet chciała iść sama do babci na ręce.

Ja opanowuję powoli stres związany z jazdą samochodem. Najgorszy dla mnie moment, to zmiana pasa i włączenie się do ruchu na trasie szybkiego ruchu... Ale z każdym dniem jest lepiej i mam nadzieję, że za dwa tygodnie nie będę już tyle czasu spędzać rano w toalecie z tego powodu ;)

W pracy jest w porządku. Dzięki temu, że wróciłam po przerwie, nie obarczają mnie odpowiedzialnymi obowiązkami (na razie). Fajnie jest wyjść do ludzi, pogadać, pośmiać się z czegoś innego niż z plucia dziecka przy jedzeniu. Także oby tak dalej :)

A dziś pogoda zapowiada się piękna, więc po południu wybieramy się na spacer, popełnić kilka zdjęć na tle kolorowych drzew. 

Miłego weekendu!!



8 października 2013

Pierwsze koty za płoty...

Dwa dni w pracy, dwa dni opieki babci nad Milenką...
Jak było? Chyba całkiem nieźle. 

W poniedziałek pojechałam do pracy tramwajem i autobusem, bo mąż potrzebował samochód. Droga do i z pracy zajęła mi łącznie 2 godziny, bo miasto rozkopane w najbardziej newralgicznych punktach komunikacyjnych. 7 godzin za biurkiem... Nie było mnie w domu 9 godzin... W tym czasie babcia z Milenką radziły sobie różnie. Przed pierwszą drzemką było ok, ale gdy mała otworzyła oczy i zobaczyła babcię, popłakała się i nie chciała zjeść kaszki. Moja mama dała jej mleko w butli i jakoś dotrwały do zupki. Ta szczęśliwie szybko została zjedzona. Druga drzemka i zmagania o sen. Milenka godzinę walczyła w łóżeczku, ale w końcu usnęła. Gdy wróciłam jeszcze spała. Po obudzeniu przywitała mnie najpiękniejszym uśmiechem na świecie :)

Dziś z kolei wszystko było już w porządku: drzemki po pół godzinie wiercenia, kaszka i zupka spałaszowane. Był spacer, a babcia nagrała nawet filmiki jak Milenka bawi się i śmieje :) Do pracy pojechałam autem, więc zaoszczędziłam 1,5 godziny drogi. Gdy wróciłam, Milenka spała, a gdy się obudziła, radość nie była już taka wielka. Jak widać, wszystko idzie ku dobremu.

Tylko jakoś tak przykro mi, bo jest to koniec pewnego etapu:
- już nie ja jedna będę ważna dla Milenki, 
- moja córeczka rośnie i się usamodzielnia, nawet bawić woli się już sama
- po powrocie z pracy spędzam z nią ledwie cztery godziny, a potem idzie lulu
Mówiąc krótko, czuję się trochę niepotrzebna...

Nie pozostaje mi nic innego jak przyzwyczaić się do nowego. Okazuje się, że z nas wszystkich, przyjdzie mi to najtrudniej.

Kochane, dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze pod poprzednim postem :) Bardzo mi pomogły przetrwać niedzielny stres. Przykro mi jest, bo z powodu pracy i wieczornego ogarniania domu nie mam czasu, by zaglądać do Was wszystkich. Wczoraj zerknęłam po 22.00 - patrzę, a tu chyba z 50 postów do przeczytania. Uwielbiam Was czytać, więc dlatego smuci mnie i to, że nie dam rady, być już tak obecna w blogosferze jak do niedawna. Postaram się zaglądać jak najczęściej i zostawiać ślad. Mam jednak nadzieję, że zrozumiecie... Buziaki kobietki :**

Papierek po krówce - czekał na mnie 13 miesięcy w pracy :)

6 października 2013

Powrót do pracy

Za oknem piękna jesień...
Niedzielny spokój ogarnął większość z nas...

Tylko ja jestem dziś spanikowana jak mało kto, bo jutro wracam do pracy :(((((

Lubię swoją pracę - nie jest może twórcza, ale stabilna i wymagająca umysłowo. Nie boję się do niej wrócić. Panika ogarnia mnie na myśl o zostawieniu Milenki na bite 8 godzin!
 
Opiekować się nią będzie moja mama - nikogo lepszego nie mogłabym sobie wymarzyć. Jest babcią Milenki i wiem, że krzywdy jej nie zrobi. Ma z nią dobry kontakt, a sama wychowała czwórkę dzieci - na pewno dadzą sobie radę. Ale mimo to w środku we mnie wszystko się kotłuje i co chwilę łzy lecą mi z oczu...

Nie będę z moją córeczką :( Kto wie, ile mnie ominie :( Jak to przeżyć??

Jeszcze miesiąc temu narzekałam, że jestem więźniem własnego domu i dziecka, a teraz oddałabym dużo, żeby chwilę powrotu do pracy odłożyć na jeszcze trochę.... 

Trzymajcie kciuki dziewczyny - może jakoś jednak dam radę :(((

Praca marzeń:


4 października 2013

Jak poczuć się dobrze we własnej skórze... od zaraz :)

O tym, że ciało kobiety zmienia się po ciąży, wie każda z nas. Jedne mamy nie zauważają większej różnicy, inne z kolei nie poznają samych siebie w lustrze. 

W moim przypadku ciąża dość mocno zaznaczyła swój ślad - zostało parę kilo na plusie, głównie w postaci zwisającego brzucha, pojawiły się rozstępy na tymże brzuchu, a piersi... hmmm, szczerze mówiąc, to sama się zastanawiam, czy to są jeszcze piersi... Tak właśnie widzę siebie w lustrze i nie jest to obraz, z którym łatwo jest się pogodzić. Najpierw były ćwiczenia - dość intensywne, wykonywane codziennie, ale na które nie mogłam znaleźć czasu. Miała być dieta, ale nie wyszło, bo niestety od czasu ciąży czekolada to mój przyjaciel numer 1. I tak, pogrążałam się w rozpaczy analizując swoje obwisłe ciało w łazience, zapomniawszy o tym, że mogę jeszcze kiedyś wyglądać jak kobieta...

We wrześniu musiałam uzupełnić szafę o nowe ciuchy - zbliża się powrót do pracy, więc stare dżinsy trzeba zamienić na... nowe ;) Normalnie poszłabym na zakupy i jak zwykle kupiła kilka nowych nierzucających się w oczy ciuchów - rozmiar za duże, by ukryć fałdy i w stonowanych, nijakich kolorach. Ale... postanowiłam zaryzykować, poszukać czegoś nowego i ... poddałam się stylistycznej "metamorfozie" dokonanej przez znaną już Wam Eveleo :) Dzięki temu, dziś czuję się jak nowo narodzona, jakby mi ktoś ciuchami na nowo odbudował sylwetkę i ciało :))

Przede wszystkim, wysłałam do Eveleo swoje zdjęcia w obcisłym ubraniu, a ona zajęła się resztą. Dokonała analizy mojej sylwetki, doradziła w jakich kolorach i fasonach powinnam szukać ubrań i dodatków, a następnie przygotowała dla mnie stylizacje z ciuchów dostępnych w moich ulubionych sklepach.
Okazało się, że mam sylwetkę Y - nigdy o sobie nie myślałam w ten sposób, raczej obstawiałam jabłko, bo mój brzuch, to pierwsze, co rzuca mi się zawsze w oczy. A tu nie... Y, czyli szersze ramiona, szczupłe nogi - w skrócie muszę podkreślać doły, tuszując górę. Zaskoczyło mnie to, ale postanowiłam zaufać Ewie.

Poszłam w niedzielę do Galerii z głową pełną inspiracji i kupiłam ciuchy, na które w życiu nie zwróciłabym uwagi. Ba, takie, w których wydawało mi się, że będę źle wyglądać! A efekt: mąż zachwycony, Eveleo zadowolona (bo niestety parę gniotów też kupiłam, ale dopiero się uczę nowego stylu ;)), a przede wszystkim ja - w końcu patrzę na siebie w lustrze z pełną akceptacją i zadowoleniem!!! A ile komplementów już usłyszałam pod swoim adresem, nie zliczę :)))

A co jest w tym wszystkim najpiękniejsze - to, że bez ćwiczeń, diety, i innych wyrzeczeń, zdołałam zaakceptować siebie i znów się sobie podobam! Taką przemianę polecam więc każdej z mam, które nie mogą patrzeć na siebie po ciąży. Wiadomo, mówi się, że szata nie zdobi człowieka, a jednak bardzo potrafi podnieść samoocenę i dodać pewności siebie :) Jeśli macie możliwość skorzystania z pomocy osoby, która się zna na modzie - korzystajcie. Trzeba pokonać wstyd, bo zdjęcia w obcisłym ubraniu pokazują wszystko, ale w efekcie końcowym naprawdę warto!

A jeśli nie macie w pobliżu takiej osoby, to szukajcie porad na blogu Eveleo. Opisuje tam różne rodzaje sylwetek oraz to, w jaki sposób można ukryć różne mankamenty swojej urody. Można również do niej napisać z konkretnym problemem dotyczącym ubierania się, na pewno podpowie, czy będziemy dobrze wyglądać w danym ciuchu. I być może odbierzecie to jako reklamę, a jednak nie jest to nic takiego. Po prostu Eveleo pomogła mi niesamowicie, i myślę, że wielu z Was może również pomóc :)))

A tu tylko kilka ciuchów z mojej nowej szafy:

Reserved 
Reserved
Orsay
Zara  
Reserved
 I mój absolutny hit - płaszcz z Tatuum:


Jak widzicie u mnie zmiany - ale na lepsze :))))
I tego życzę każdej z Was :)))

2 października 2013

Pokonać lęk

W tym miesiącu chyba będzie więcej postów o mnie, bo jakoś tak złożyło się, że kilka zmian przede mną, za mną lub w trakcie...

Zacznę od tego, że odkąd na świecie pojawiła się Milenka, zmieniłam się. Pod niektórymi względami na lepsze, pod innymi na gorsze. Na pewno nie jestem już tak cierpliwa dla innych osób, bo całe pokłady mojej cierpliwości zużywam na córkę. Także wiele spraw, które kiedyś wydawały mi się istotne, bardzo straciły na wartości. Najważniejsza teraz jest Milena i moja rodzina, dzięki której jestem też o wiele odważniejsza.

Odkąd odkryłam blogosferę, zmieniłam się jeszcze bardziej. Jest tu tyle fajnych babek dających przykład jak wszystko razem pogodzić, jak unieść codzienność matki, że w końcu uwierzyłam, że i ja dam radę jakoś to wszystko ogarnąć. Motywujecie, dodajecie otuchy, uczycie jak wierzyć w siebie i ufać swojej intuicji - bardzo Wam za to dziękuję :)

Dzięki tym zmianom, które we mnie zaszły (oraz burzliwej rozmowie z siostrą ;)) podjęłam walkę z jedną z moich licznych słabości -jazdą samochodem.

Mam prawo jazdy od ok. 10 lat, ale... nie jeżdżę. Najpierw nie było czym, a później wrócił lęk przed jazdą samochodem. Nie potrafiłam go przełamać, pomimo kilku prób. Bałam się samochodów jadących obok, TIRów, przechodniów, tego, że nie będę umiała zahamować w odpowiednim momencie, że pomylę biegi, że nie będę umiała ich zredukować, itd, itp. Lista była baaardzo długa... Teraz nadszedł czas na pokonanie obaw. Dzięki odpowiedniej motywacji, zapisałam się na jazdy przypominające i dziś jestem już po dwóch godzinach jazd. I... bardzo mi się to podoba!!! Co więcej, wczoraj wieczorem usiadłam za kółkiem naszej skodziny i sama pojechałam do pracy podrzucić dokumenty!!!!! Jestem tym faktem tak uskrzydlona, że musiałam się tym z Wami podzielić :-)

Co pomogło mi przełamać lęk? Po pierwsze, stwierdziłam, że skoro inni dają radę, to ja też. Podeszłam do tego trochę jak do porodu ;) Po drugie, na pierwszej godzinie jazd poczułam, jaką wolność daje jazda samochodem - nie musisz się nikogo prosić o to, żeby cię zawiózł. Masz potrzebę - wsiadasz i jedziesz. Po trzecie, wyobraziłam sobie wspólne wycieczki z Milenką do odległych miejsc. Po czwarte, pani instruktor okazała się mega hiper power kobietką, która zaraziła mnie swoim podejściem do jazdy - wyłącz emocje, po prostu jedź. Nie przejmuj się facetami, cwaniakami i takimi tam, oni kiedyś też zaczynali. Kilka jej wskazówek i bez problemu sama zaparkowałam! No i jeszcze fajnie pogadać można ;) A przede wszystkim, zaufałam intuicji! Po raz kolejny, okazuje się, że jest ona nieoceniona! Jadąc, nie zastanawiam się, co teraz powinnam zrobić, który bieg, gdzie światła... Po prostu jadę, i samo jakoś tak wychodzi! Jestem w szoku!

Walka z własnym lękiem, zdobywanie kolejnych szczytów, daje poczucie niesamowitej wolności. Dlatego polecam, szczególnie tym kobietom, które gubią się w matczynej codzienności. Podejmij jakiekolwiek wyzwanie, a zobaczysz ile radości, satysfakcji i pewności siebie ono daje!