31 sierpnia 2013

Lato motyli

Lato niewątpliwie wkrótce się skończy. Dla mnie było bardzo szczególne, bo było to pierwsze lato spędzone z córeczką. Co pozostanie w mojej pamięci oprócz dni pełnych uśmiechów Milenki?
Na pewno plaga komarów, afrykańskie upały oraz... motyle :-)

Na wczorajszym spacerze udało mi się uchwycić kilka z nich, a nie zliczę, ile fruwało nam nad głowami. Prawdziwy taniec motyli na pożegnanie lata...










29 sierpnia 2013

Nie ogarniam...

Życie z niemowlakiem dwadzieścia cztery godziny na dobę to ciężka harówka... Jak jeszcze kiedyś ktoś bezdzietny, singlujący, pracujący jedynie na siebie powie mi mądrość w stylu - Ty to masz fajnie, siedzisz w domu z dzieckiem i nic nie robisz. - podrzucę Milenkę na dwa dni, niech zobaczy.

Mam teraz bardzo proste marzenia - o spaniu do 10 rano; o przespaniu całej nocy bez wstawania do marudzącego dziecka; o ugotowaniu obiadu na luzie, bez ciągłego zabawiania córki, która jak tylko wyczuje, że teraz mama robi coś innego niż się bawi, to wszczyna protest; o wyskoczeniu do kosmetyczki; o zakupach na luzie w galerii czy innym sklepie, bez stresu, że dziecko zaraz się obudzi, zacznie płakać lub będzie się domagać jeść i co ja wtedy zrobię; o rzeźbieniu sylwetki czy to jeżdżąc na rowerze, czy biegając, czy idąc na aerobik, a nawet ćwicząc w domu, co ostatnio jest niewykonalne, bo gdy tylko zaczynam Milenka budzi się z drzemki. Mam proste marzenie o wyjściu do kina z mężem, romantycznej kolacji i miłym ciągu dlaszym...

Czuję się matką tylko i wyłącznie. Sobą już nie i żoną już nie. Tylko matką. 

Obiady zaczęłam gotować po nocach, bo w dzień nie zdążam nic przygotować, oprócz zupki dla córki. Liczę na to, że po zakupie krzesełka do karmienia będzie się dało więcej zrobić, że córka zajmie się obserwacją gotującej mamy. Wdzięczna jestem za zmywarkę i pralkę. O sprzątaniu w tygodniu nie ma mowy. Zapycham się słodyczami, bo łatwo przegryźć w ciągu dnia i dodają "sztucznej" energii. Dbam o siebie mniej więcej raz w miesiącu, co skutkuje totalnym zapuszczeniem stanu skóry, paznokci, włosów itd. Już mi nie przeszkadzają nocne wstawania, ale wciąż żal rannego snu. O wyjściach bez dziecka nie ma mowy... I który bezdzietny, singlujący i pracujący tylko na siebie mi teraz zazdrości??
 
Dziewczyny, może wy macie jakieś patenty na organizację czasu w ciągu dnia? Ja załamuję już ręce, bo Milenka jest w stanie zająć się sama sobą góra pięć minut... 

27 sierpnia 2013

Bambino, Dada Sensitive, Fitti, Cleanic, Bobini - o chusteczkach nawilżanych dla niemowląt

Przez pierwsze pół roku życia Milenki zdążyłam już zauważyć, że, pomimo alergii pokarmowej i delikatnej skóry, z reguły reaguje dobrze na różne kosmetyki i akcesoria drogeryjne. Wydaje mi się, że to trochę zasługa moich genów, gdyż moja skóra wiele znieść potrafi i przyjmuje na siebie wszelkie chemiczne parabenowo - silikonowo - konserwantowe armagedony. Czasem mam wręcz wrażenie, że lepiej na mnie działają takie sztuczne kosmetyki od tych naturalnych.

Dziś rzecz o chusteczkach nawilżanych dla niemowląt. Ogólnie rzecz ujmując, do tej pory nie było takich na naszej drodze, które by uczuliły czy źle wpłynęły na skórę twarzy, rączek i pupy Milenki. Dlatego mogę śmiało polecić każde z nich. Wiadomo jednak, każdy ma swoje preferencje, ja również. Jeśli chodzi o chusteczki, to wiążą się one nie z ich działaniem na skórę, a raczej z wygodą użytkowania.

Bambino - chusteczek tych używaliśmy przez pierwsze trzy miesiące życia Milenki. Sprawdziły się bardzo dobrze, nie były ani za wilgotne, ani za suche. Ani za małe, ani za duże. Materiał, z których są wykonane również nam odpowiada. Daję 5+ 

Z internetu

Cleanic Kindii Dzidziuś - otrzymaliśmy paczkę tych chusteczek w prezencie. Niestety nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia. Przede wszystkim były za suche - zamiast użyć jednej czy dwóch, zwykle musiałam sięgać po więcej. Poza tym "od biedy" mogły być. Daję 3

Z Internetu

Fitti Classic - mąż znalazł te chusteczki w promocji w Biedronce. Były tanie, kupił trzy paczki. Rozmiarem chyba trochę mniejsze od innych chusteczek, zrobione też z innego materiału - taki jakby bardziej przewiewny (ciężko znaleźć odpowiednie słowo). Zużyliśmy, nie były złe. nie były też rewelacyjne. Daję 4

Z Internetu

Dada Sensitive - zachęceni faktem, że biedronkowe chusteczki nie zrobiły "krzywdy" Milence, kupiliśmy Dady Sensitive. bardzo fajne chusteczki, jak dla mnie porównywalne z Bambino. Odpowiednio nawilżone, odpowiedniej wielkości, z fajnego materiału. Używamy do dziś. Daję 5+

Z Internetu
Bobini Baby Sensitive- jak dla mnie najgorsze ze wszystkich do tej pory chusteczek. Po pierwsze małe - jedna czy dwie nie są w stanie ogarnąć pupy Milenki po kupce. Po drugie, znów ten "przewiewny" materiał. Nawilżenie ok, ale przy takiej powierzchni chusteczki niewiele daje. Plus należy się jedynie za wygodne zamykanie opakowania - dzięki niemu chusteczki szybko nie wysychają. Daję 2+

Z Internetu

Jeśli macie chęć zgłębić składy chusteczek nawilżanych to odsyłam Was na blog Sroki:

Czytając o tym co producenci wkładają do chusteczek można się załamać. Szczęśliwie, nie musimy na to zwracać większej uwagi. Jednak tym, którzy mają problemy skórne polecam analizy kosmetyków przeprowadzane przez Srokę - są naprawdę pomocne.

Macie swoje ulubione chusteczki dla niemowląt? Może polecicie coś do wypróbowania?

24 sierpnia 2013

Koniec lata - czas na plony

Przedstawiam wam dziś dumę z mojego balkonowego ogródko - zielnika:
żółte pomidorki koktajlowe :-)

Nie będę się o nich rozpisywać. Po prostu są rewelacyjne. Wyrosło nam ich około 20 sztuk, z których część trafiła do letniej sałatki z sosem jogurtowo - czosnkowym. Palce lizać!






Biorąc pod uwagę moje zmagania z rozszerzaniem diety Milenki (będzie osobny post na ten temat), żałuję, że nie posadziłam zagona marchwi, pietruszki i innych warzyw. Wyobraźcie sobie bowiem, że w moim mieście ekologicznych niepryskanych warzyw nie uświadczysz.

W przyszłym roku planuję poszerzyć nasz balkonowy ogródek - naprawdę warto. Smak pomidorków był o niebo lepszy od takich kupionych w sklepie. Polecam! I oczywiście zazdroszczę tym, co mają własne ogródki - prawdziwy skarb :-)

22 sierpnia 2013

Ulubieńcy sierpnia 2013...

... czyli to, co Milenka lubi najbardziej ;) 
Kolejność przypadkowa, a wszystkie prezentowane czynności są równie mocno umiłowane:

1. pełzanie do celu - jak widać chłopak wciąż na topie :)


2. siedzenie - z podparciem lub coraz dłużej bez podparcia


3. "czytanie" książek


4. zabawa stopami


5. ściąganie skarpetek


6. przygryzanie dolnej wargi


7. urocza kokardka :)


A co Wasze dzieci lubią w tym miesiącu?

21 sierpnia 2013

Pomagamy Mateuszkowi

Kochane!
Dziś chciałam się do Was zwrócić z prośbą o pomoc dla małego Mateuszka Puchały.
Jest to synek kolegi mojej siostry z podstawówki, który ma chore serduszko i wymaga przejścia kolejnej operacji. Od samych jego nardzin rodzice dzielnie walczą o to, by w końcu wyleczyć Mateuszka.
Chłopczyk jest już po dwóch operacjach, które miały miejsce w Monachium. Teraz konieczna jest jeszcze ostatnia interwencja chirurgiczna, po której Mateuszek będzie mógł żyć jak każdy z nas.

Z historią Mateuszka i jego rodziców możecie zapoznać się tu:

oraz tu:

Rodzina potrzebuje wciąż 32 068 zł, a termin operacji się zbliża. Na obu tych stronach można wspomóc Mateuszka finansowo, a wiadomo, każda złotówka się liczy. Jeśli ktoś ma chęć, można też umieścić o nim informacje i podać dalej prośbę o wsparcie.
Dziękuję!!

żródło: Siepomaga.pl



19 sierpnia 2013

Spowiedź podręcznikowej mamy

Post długi, męczący i bardzo niefajny, więc kto nie chce się wkurzyć na matkę, ten niech nie czyta.

Jako podręcznikowa mama przyznaję się, że biorąc sobie zbyt dosłownie wytyczne z książki Tracy Hogg "Jak rozwiązywać problemy wychowawcze", popełniłam następujące błędy:

Postanowiłam na siłę zmienić plan dnia Milenki.
Od jakiegoś czasu nasz dzień wyglądał mniej więcej tak:
6.00 - karmienie mm
8.00 - drzemka ok. 1 godz.
9.30/10.00 - karmienie mm
11.30 - drzemka na spacerze ok. 40 min
13.30 - karmienie mm
15.30 - drzemka na spacerze ok. 1,5 godz.
17.30 - karmienie mm
19.30 - kąpiel i lulanie na noc 
21.30 - karmienie mm "na śpiocha"

Jak łatwo zauważyć: pięć karmień, trzy drzemki. Niestety matka naczytała się, że od szóstego do ósmego miesiąca życia niemowlęta powinny mieć na ogół dwie drzemki dzienne, a plan dnia średnio wygląda tak:
7.00 - karmienie
9.00 /9.30 - drzemka ok. 2 godz.
11.00 - karmienie
13.00 - obiadek: pokarmy stałe
14.30 - drzemka ok. 1,5 godz.
16.00 - karmienie
17.30/18.00 - kolacja: pokarmy stałe
19.00 - kąpiel, karmienie na noc i lulanie

Zaznaczam, według Hogg plan mógłby tak wyglądać, ale nie musi!! Niestety podręcznikowa matka już tego "nie musi" nie zauważyła. Po pierwsze, postanowiłam przedłużyć spanie do godziny 7.00, choćby Milenka budziła się jak zwykle. Kończyło się to tym, że mała budziła się ok. 6.00, a ja dawałam jej smoczek i szłam do łóżka, zamiast ją nakarmić. Milenka nie płakała, bawiła się w łóżeczku i do tej 7.00 jakoś dawała radę. Pytanie tylko po co? Po drugie, chciałam na siłę zlikwidować jedną z drzemek, pomimo, że dziecię nie wykazywało gotowości do zrezygnowania z niej.  Kończyło się to tym, że Milenka kładła się na pierwszą drzemkę ok. 9.00 (tak jak przewiduje idealny plan), ale spała tylko ok. 1 godz. zamiast dwóch. Potem szła spać ok. 14.00, ale znów spała ok. 1 godz. Wiadomo więc, że od 15.00 do 19.00 nie była w stanie wytrzymać bez snu. Uparta ja, postanowiłam więc na siłę przedłużać drzemki, stosując metodę "podnieś - połóż", co nie dość, że czyniłam niepoprawnie, to jeszcze kończyło się to zawsze półgodzinnym płaczem Milenki. Ogólny efekt po kilku dniach: plan dnia legł w gruzach, bo sama zaczęłam się w nim gubić, a Milenka nie wiedziała kompletnie czego od niej oczekuję - kiedy ma iść spać, a kiedy nie. Przedwczoraj, ze zmęczenia przespała ze mną 2 godz. po południu, bo uśpił ją odkurzacz i nie miałam serca już jej budzić. Od wczoraj postanowiłam ustalić nowy plan, podporządkowany potrzebom Milenki i wyznaczony przez nią. Wciąż nad nim pracuję, ale teraz wygląda mniej więcej tak:
6.00/7.00 - karmienie mm
8.00/8.30 - drzemka ok. 1 godz.
 10.00/10.30 - karmienie mm
11.30/12.00 - drzemka na spacerze ok. 40 min
13.00/13.30 - obiadek: pokarmy stałe
14.30/15.00 - karmienie mm
16.00/16.30 - drzemka na spacerze ok. 1,5 godz.
17.30/18.00 - kolacja: pokarmy stałe
19.00/19.30 - kąpiel, karmienie mm i lulanie na noc 

Zlikwidowałam jedynie karmienie "na śpiocha", bo doszły pokarmy stałe. Drzemki pozostały w liczbie trzech - córka jeszcze ich najwyraźniej potrzebuje.

Stosowałam metodę "podnieś - połóż", aby uśpić Milenkę w łóżeczku oraz do przedłużania drzemek.  

Sama metoda, to nic innego jak uspokajanie dziecka, gdy płacze w łóżeczku, poprzez podniesienie go i utulenie. Jak tylko dziecko ucichnie, powinno się je odłożyć do łóżeczka, aby wiedziało, że tam ma spać. 
Metoda nie jest zła, ale ja stosowałam ją zupełnie niepotrzebnie! Milenka potrafi zasypiać w łóżeczku sama, gdy puści się jej ulubione kołysanki. Do tej pory jednak stosowałam takie usypianie tylko na noc, a w dzień usypiałam Milenkę w leżaczku, albo w wózku na spacerze. I nie było w tym nic złego. Chciałam jednak przyzwyczaić Milenkę do samodzielnego usypiania również w dzień, żeby inne osoby nie miały z tym problemu, w razie jak przyjdzie im zająć się Milenką. Tylko zamiast robić to wykorzystując kołysanki, tak jak jest przyzwyczajona, to odkładałam ją do łóżeczka i wychodziłam z pokoju. Oczywiście Mileka była kompletnie zdezorientowana, nie wiedziała co się dzieje i zaczynała płakać. Ja wtedy podnosiłam ją, żeby utulić, ale to tylko ją rozdrażniało, bo nigdy wcześniej tego nie robiłam, więc płacz był jeszcze większy. Krótko mówiąc, Milenka w ogóle nie wiedziała, czego od niej chcę i zasypiała ze zmęczona płaczem. Miałam nawet wrażenie, że powoli mała zaczyna kojarzyć łóżeczko z czymś niefajnym i bałam się, że nabawi się jakiejś fobii. Dopiero wczoraj rano olśniło mnie, żeby włączyć jej kołysanki. Niestety szkody w zasypianiu już nastąpiły i nawet kołysanki nie działają już tak jak powinny, ale jestem przy Milence w czasie usypiania i lulam ją. Mam nadzieję, że wkrótce przejdzie jej lęk przed spaniem.

Pisząc to teraz jest mi niezmiernie głupio, że tak łatwo zapomniałam o tym, by zaufać własnej intuicji. Przede wszystkim, moje rozumienie rad i wskazówek Hogg było błędne! Zamiast brać jej wytyczne orientacyjnie, próbowałam wcisnąć Milenkę w ramy, które były tylko ogólnikowe, co sama autorka często zaznacza w swojej książce. Sama stworzyłam sobie problemy i chciałam je rozwiązać metodami, które nie były potrzebne! Hogg podkreśla, że są to metody do rozwiązania problemów wychowawczych, a ja tak naprawdę nie miałam żadnych. Przez moją "podręcznikowość" i zafiksowanie na jednym punkcie z książki wymęczyłam moją kruszynkę kilka dni z rzędu i żałuję bardzo, że źle odczytałam przekaz poradnika. Najgorsze jest to, że moja córcia ma teraz przeze mnie problemy ze snem...

Jak mówią - uczymy się na błędach... Postanowienie poprawy jest, a jako "pokutę" zadaję sobie
zaufać własnej intuicji!

18 sierpnia 2013

Podręcznikowa mama

Według znanej wszystkim oczytanym mamom Tracy Hogg, każde dziecko i każdy rodzic ma swój styl emocjonalny. To, jak te dwa typy emocjonalne się dopasują, ma wpływ na prawidłowy rozwój, stabilizację emocjonalną i wychowanie dziecka. 

Moja Milenka to ewidentnie "Średniaczek" inaczej zwany "Książkowym dzieckiem". Jest na ogól pogodna, łatwo dopasowuje się do zmian, nie stwarza problemów, choć ma swoje gorsze dni. 

Ja, z kolei, to "Podręcznikowa mama", na nieszczęście dla Milenki. Może zacytuję za Hogg, aby dokładnie oddać mój własny opis:

"Podręcznikowi rodzice robią wszystko dokładnie tak, jak kazano w podręczniku dla niemowląt. Czasami z tego powodu popadają w frustracje, ponieważ oczekują, że ich dziecko nie będzie odbiegać od normy. Gdy pojawiają się problemy, tacy rodzice gorączkowo przeszukują różne książki i czasopisma, a także internet, aby znaleźć sytuację dokładnie taką, jak ich, wraz z receptą na jej rozwiązanie. (...) Próbują zmusić niemowlę do dostosowania się do tego, co typowe - niekoniecznie dlatego, że to dobre dla dziecka, ale ponieważ to "normalne". (...) Podręcznikowi rodzice, ponieważ tak bardzo chcą się trzymać sztywnego harmonogramu, mogą nie zauważyć sygnałów wysyłanych przez dziecko. (...) Podręcznikowi rodzice sami zapędzają się w kozi róg, usiłując wypróbować wszystkie techniki i strategie, o jakich przeczytali w książkach lub usłyszeli od ekspertów. (...) Mocną stroną tych rodziców jest zdolność do poszukiwania informacji i radzenia sobie z problemami. Są niezwykle otwarci na sugestie."

Niestety, jak już wspomniałam, Milenka traci na tym, że jej matka jest czasem tak zaślepiona tym, co jest uznawane za normę przez niektóre poradniki. Przez to, w ciągu zaledwie tygodnia, Milenka zmieniła się nie do poznania. Aktualnie pracuję nad powrotem do stanu "przed", albo takiego, który odpowiada mojej córeczce. Ale o moich błędach wychowawczych związanych z byciem głupią podręcznikową matką, napiszę w następnym poście, albo może nawet kilku postach... Jak tylko zdobędę się na odwagę...

Z Internetu

14 sierpnia 2013

Pół roku wcześniej...

Pół roku wcześniej na świecie pojawił się mój skarb. Pierwszy krzyk, pierwszy dotyk stopy do policzka. Pierwsza smółka zaraz po wyjęciu z brzucha, zachwyty położnych nad moim maleństwem. Wszystko zamglone, okulary dopiero na sali porodowej. Pierwsze spojrzenie na zawiniątko w moich ramionach - szczęście nie do opisania. Radość w oczach męża, zdziwienie w oczach córki. Pamiętam jak dziś i nie zapomnę nigdy...

A dziś... Milenka to już duża dziewczynka. Roześmiana, ciekawska, zaczynająca pełzać w dorosłość :) Jest promykiem, który rozświetla mi każdy dzień. Jedno spojrzenie w jej oczy i znów odnajduję sens istnienia.

Nasz cudek (jak to mówi mój mąż) rozwija się prawidłowo, waży ok. 8500 g, mierzy ok. 74 cm. Siedzi z podparciem, pełza do celu wokół własnej osi, coraz wyżej podnosi się na przedramionach leżąc na brzuszku, pokazuje co chce dostać do ręki. Potrafi przekładać zabawki z jednej rączki do drugiej, macha grzechotkami, ładuje wszystko do buzi. Rozumie coraz więcej, czasem mam wrażenie, że wszystko, co do niej mówię. Uwielbia wygłupy, smyranie w szyjkę, masaż nóg i stóp. Łapie mnie za włosy przy karmieniu, co wzrusza mnie czasem do łez. Gdy jest zmęczona, trze intensywnie oczy, łapie się za ucho i przytula. Trzeba ją często nosić, pokazywać świat, bawić się z nią i zabawiać. Ma rozbrajający bezzębny uśmiech i ponad dziesięciocentymetrowe włoski :)

A pół roku wcześniej patrzyła na mnie wielkimi oczami, całymi dniami spała, jadła i nie potrafiła nawet główki przekręcić na bok...



12 sierpnia 2013

Las wita nas!

Niedaleko naszego osiedla jest taki "oswojony" las. Są ścieżki ładnie zagospodarowane, ławki co kilka metrów, kosze na śmieci - idealne miejsce aby pospacerować, pobiegać, pojeździć na rowerze czy pochodzić z kijkami. Niestety ostatnimi czasy unikałam tego miejsca za względu na komary.
Jednak wczoraj wybrałyśmy się tam z Milenką i ... przepadłyśmy
Zapach lasu po deszczowej sobocie, zieleń, śpiew ptaków, szum wiatru wśród liści drzew - pięknie, cicho, no po prostu bosko! Świeże powietrze i czysty relaks - jak dla mnie bajka. A oprócz tego komary zniknęły - podejrzewam, że upał je wysuszył na wiór ;-) 










Czas płynął spokojnie i naprawdę był to jeden z lepszych spacerów w ostatnich dniach. 

Po południu mieliśmy wybrać się nad zalew, ale zrezygnowaliśmy i koniec końców wylądowaliśmy u prababci Milenki. A tam też czekała nas miła niespodzianka - Milenka zdobyła swojego pierwszego chłopaka! Co prawda jest różowy i plastikowy, ale w tym wieku musi jej wystarczyć ;-)





Pozdrawiamy Was serdecznie i mamy nadzieję, że niedziela upłynęła Wam równie leniwie i przyjemnie jak nam :-)


10 sierpnia 2013

Warto pomagać!

Jakiś czas temu wzięłam udział w aukcji charytatywnej dla Szymonka Piętki, o którym zapewne wiele z Was już słyszało i czytało. Aukcja odbywała się na blogu Muszę lecieć... u Magdy, a jej przedmiotem były dwie książki dla dużych i jedna dla malucha :)

Normalnie nie pisałabym o tym, że aukcję wygrałam i w ten sposób wspomogłam Szymka. Taka zasada u mnie: jak pomagać, to nie na pokaz. Jednak chciałam bardzo podziękować Magdzie i Hani za książeczkę dla Milenki: "Elmer i nieznajomy".  Książka o sympatycznym słoniu w kratkę jest u nas na topie listy czytelniczej od dobrych kilku dni. Na początku nie pokazywałam jej Milence, bo książka przeznaczona jest dla dzieci w wieku przedszkolnym, ale raz w akcie desperacji (marudzenie w upał) zrobiłam to, i robię to teraz kilka razy dziennie! Niesamowite, ale Milenka ją uwielbia! Prawdopodobnie wszystko to dzięki kolorowym obrazkom, które nawet mnie zadziwiają. W planach mam zakup kolejnych części przygód o Elmerze.


Mam nadzieję, że zachęci to Was do wspierania różnego rodzaju aukcji charytatywnych. Jak widać można w ten sposób połączyć bardzo przyjemne z bardzo pożytecznym :-)

A tu pozostałe pozycje w naszej ubogiej póki co biblioteczce ;-) Jak widać króluje klasyka. 


A co wy lubicie czytać dzieciom?

9 sierpnia 2013

Wszystko ma swój koniec, nawet upały

Upały = duchota w mieszkaniu, pot spływający litrami i Milenka.
Kocham moją córeczkę nad życie, ale w taką pogodę brak mi cierpliwości. 
Milenka nie śpi w dzień, w nocy nie może zasnąć, budzi się, marudzi, płacze. Trzeba ją nosić, tulić, huśtać, grzejemy się nawzajem, pocimy, ukojenia nie ma... Na dworze afrykański wiatr, w mieszkaniu tropiki, żar leje się z nieba, chodniki rozgrzane do czerwoności - istny koszmar. Zmęczenie, złość, zmęczenie....


Na szczęście dziś przyszło upragnione przeze mnie ochłodzenie, spadł deszcz, powietrze się oczyściło. Stałam na balkonie z Milenką na rękach chyba pół godziny ciesząc się z nadchodzącego chłodu. A ona jak zaklęta słuchała odgłosów burzy i chyba ją ta burza zaczarowała.
Wszystko wróciło do normy: Milenka śpi, je, śmieje się - mój skarb :*


Nareszcie...

Kochanie, jeśli kiedyś to przeczytasz, wybacz mi proszę wszystkie wybuchy złości, irytację i brak cierpliwości. Matkę masz słabą odpornościowo na taką pogodę. I love you :***

6 sierpnia 2013

Liebster Blog Award II

Po raz kolejny zostałam wyróżniona w zabawie Liebster Blog Award przez dwie wspaniałe mamy:
kapryskę z kolanapiety.blogspot.com oraz mamę Bruna z brrruno.blogspot.com. Bardzo dziękuję i już spieszę z odpowiedziami. Kto jeszcze nie wie, na czym zabawa polega odsyłam do mojego poprzedniego postu w tym temacie KLIK :-)

Odpowiedzi do pytań od kapryska:
1.)Co myślisz o wstawianiu zdjęć dzieci do internetu?
Myślę, że jeśli nie są obraźliwe lub zbyt intymne, to są ok. Uwielbiam oglądać dzieciaki :)
2) Co ci dało dziecko?
spełnienie
3) Na jakie trudności napotkałaś w czasie ciąży?
raczej nie było takich sytuacji
4)Do jakiego miejsca często wracasz?
do domu ;) a tak na serio kiedyś było to Mielno - wakacje co rok.
5)Kto jest dla Ciebie autorytetem?
nie mam nikogo takiego, podziwiam wszystkie matki
6) Ulubiony film?
Władca Pierścieni
7)Gdzie widzisz siebie za 10 lat?
nie widzę, żyję tym co tu i teraz
8)Szklanka do połowy pełna czy pusta?
pełna
9)Ulubiona zabawka Twojego dziecka?
w tej chwili palce u stóp
10)Sport czy plażing?
jedno i drugie, a najlepiej sport na plaży :)
11) Co byś chciała przekazać swojemu dziecku?
wiarę we własne możliwości i pewność siebie

Odpowiedzi do pytań od mamy Bruna:
1. Twój największy sukces życiowy?
urodzenie córki
2. Atrybutem kobiecości dla Ciebie jest…?
szpilki
3. Jeden za wszystkich czy wszyscy za jednego? :)
wszyscy za jednego 
4. Jeśli kawa to w filiżance czy w kubku?
w kubku
5.Spodnie czy spódnica?
jedno i drugie, zależy od pory roku :)
6. Gdybyś mogła posiąść jakąś nadprzyrodzona moc co by to było?
niewidzialność
7. Jak udany wieczór to tylko.....?
w gronie rodziny i przyjaciół
8. Twoja największa wada?
wybuchowość
9. Gdybyś mogła uzyskać odpowiedź na jedno nurtujące Cię pytanie, jakie by ono było?
Czy będę mieć więcej dzieci?
10. Za co najbardziej cenisz/kochasz swojego partnera/partnerkę?
Kocham za całokształt, a cenię bardzo jego cierpliwość
11. Piosenka która Ci aktualnie towarzyszy to…
wszelkiego rodzaju kołysanki
 
Nominuję następujące blogi:

Moje pytania:
1. Ulubiony kwiat i dlaczego
2. Ulubione jedzonko i dlaczego
3. Ulubiona książka i dlaczego
4. Ulubiony film i dlaczego
5. Ulubiony blog i dlaczego
6. Nielubiana pora roku i dlaczego
7. Nielubiany trunek i dlaczego
8. Nielubiany strój i dlaczego
9. Nielubiane jedzonko i dlaczego
10. Nielubiane miejsce i dlaczego
11. Jaki był najbardziej romantyczny moment w twoim życiu i dlaczego

Kto nie lubi łańcuszków, nie musi odpowiadać, ale będzie mi miło, jeśli jednak to zrobicie :-)


5 sierpnia 2013

Przesądy, wróżby...

Jak świat długi i szeroki, matki i ciężarne wierzą w przeróżne wróżby i przesądy na temat swoich dzieci. Osobiście, daleko mi jest do fanatycznego przestrzegania tych niepisanych zasad, jednak parę razy uległam, uwierzyłam i potem zastanawiałam się po co ;-)

W ciąży określono płeć mojej kruszynki na kilka sposobów:
- na oko: brzuch rozlany, nie w formie piłki, więc dziewczynka.
- z chusteczki: pomyśl o dziecku i złap rozłożoną chusteczkę. Jeśli złapiesz za róg, będzie chłopak. Złapałam za środek - dziewczynka.
- z miesiąca zapłodnienia: obliczenia na podstawie mojego i męża miesiąca urodzenia. Wyszło, że dziewczynka.
- z kalendarza księżycowego: do zapoznania się na tej stronie. Oczekuj dziewczynki.
- na podstawie smaków: na ostre - chłopiec, na słodkie - dziewczynka. Jadłam nieograniczone ilości słodyczy i los obdarował nas Milenką.

Ponad to usłyszałam jeszcze, że gdy pali zgaga (a mnie paliła niemiłosiernie), dziecko urodzi się bardzo owłosione. Milka włosy miała na głowie, ramionkach, pleckach, i uszach (!).
 
Po urodzeniu przestrzegano mnie, aby:
- zawiązać czerwoną wstążeczkę na łóżeczku i gondoli, aby uchronić od "złego oka". Uległam presji, ale tylko do chrztu św. Spacerówka już wstążeczki nie posiada.
- nie obcinać włosów do ukończenia pierwszego roku życia. Niestety nie wiem dlaczego i przed czym ma to uchronić. A ponieważ są teraz upały, korci mnie, aby jej te włoski podciąć, bo bardzo jej się poci główka, ale głupi przesąd mnie przed tym powstrzymuje. 
 
I co Wy na to? Wierzycie w takie ludowe wróżby, gadanie? Sprawdziło Wam się coś? 
I co radzicie: ściąć te włoski czy nie??
 
 
 
 

3 sierpnia 2013

1 sierpnia 2013

Gastroenterolog

Gastroenterologia, gastrologia - dziedzina medycyny zajmująca się czynnościami i schorzeniami układu pokarmowego: przełyku, żołądka, jelit, odbytu i gruczołów trawiennych (wątroba, trzustka) oraz dróg żółciowych - Wikipedia

Byliśmy dziś z wizytą kontrolną u gastroenterologa.
Cieszymy się bardzo, bo doktor jest bardzo zadowolony z rozwoju Milenki. Nie znalazł żadnych objawów alergii, oprócz suchych zmian skórnych za uszami, na które polecił nam stosować krem Bioderma Atoderm PO Zinc. Sam krem kosztuje sporo, ale może wypróbuję. Do tej pory używałam Alantan Plus, ale zmiany po pewnym czasie powracały... 
 
Dostaliśmy wytyczne, aby nie podawać Milce żadnych leków z hormonami (żebym to jeszcze wiedziała, jakie to są - muszę zgłębić temat) oraz utrzymywać dietę bezmleczną do trzeciego roku życia.
Spytałam również czy ziemniak może uczulać, gdyż przy próbach karmienia Milenki, po ziemniaku wyskoczyła jej wysypka na nóżkach. Okazało się, że i owszem! Ziemniak jest w grupie uczuleniowej z pomidorem i bananem. Lekarz myśli swej dalej nie rozwinął, ale już doczytałam, że chodzi o alergię krzyżową na lateks. Na razie nie bardzo to jeszcze ogarniam, muszę się dokształcić. Czyżby to znaczyło, że Milenka ma alergię też na lateks? Rada lekarza: spróbować upiec ziemniaka w piekarniku i sprawdzić, czy wtedy też uczuli. Na pewno sprawdzimy, jak tylko zaczniemy BLW.

A poza tym jestem bardzo zadowolona, że tak pozytywnie udała się ta kontrola :)
Jupiiii :))