31 lipca 2013

A jednak BLW?

Próby karmienia Milenki łyżeczką kończą się w jeden i ten sam sposób - płaczem. Nie pasuje jej ani marchewka, ani ziemniak, ani marchewko-ziemniak. Nie łyka ani papki gęstej, ani zupki rozrzedzonej... Ewidentnie łyżeczka to nie jej bajka. Postanowiłam więc odpuścić na razie rozszerzanie diety, posłuchać rad mam blogujących i zgłębić technikę BLW.
 
Książka "Bobas lubi wybór" Gill Rapley i Tracey Murkett dotarła bardzo szybko, więc zgłębianie rozpoczęte. I co? Na samym początku, w pierwszym rozdziale dowiaduję się, dlaczego karmienie łyżeczką jest takie trudne dla niemowląt. Cytuję:
 
"Wyobraź sobie, że masz pół roku.(..) Kiedy patrzysz na swoich rodziców podczas posiłku, fascynują cię zapachy, kształty, kolory. Nie rozumiesz, że oni jedzą, dlatego że są głodni, chcesz po prostu uczestniczyć we wszystkim, co oni robią - w ten sposób się uczysz. Ale zamiast pozwolić ci na dołączenie do posiłku, twoi rodzice usilnie wciskają ci łyżeczką coś rozgniecionego do ust. (...) Kiedy tylko wyplujesz jedzenie - bo cię zaskoczyło albo po prostu naszła cię ochota,  żeby wypróbować, co to jest - szybko je zeskrobują i z powrotem pakują do buzi! Jeszcze nie wiesz, że ta papka może zapełnić twój brzuszek, więc jeśli czujesz głód, ogarnia cię dodatkowo frustracja, ponieważ tym, czego chcesz, jest mleko."

Stąd frustracja dziecka, bo nie wie jak i po co ma połykać papki, oraz rodzica, bo nie rozumie, że dziecię nie wie jak i po co ma połykać papki. 
 
Dodatkowo przemówiły do mnie zalety stosowania BLW:

1. przyjemność z jedzenia
2. samodzielna nauka jedzenia
3. poznawanie smaków i zapachów we własnym tempie
4. nauka bezpiecznego jedzenia
5. zdobywanie pewności siebie poprzez wolny wybór
6. zaufanie do jedzenia i tego co ze sobą niesie
7. uczestniczenie w rodzinnych posiłkach
8. kontrola łaknienia
9. pozytywne nastawienie do nowego jedzenia
10. brak wojen i wybrzydzania przy posiłku
11. brak konieczności zabawiania dziecka przy jedzeniu

i inne, które polecam zgłębić tym, którzy rozszerzają dietę dziecku.

Wczoraj zrobiłam mały test - Milenka na kolanach, przed nami dwa talerze: mój z obiadem, jej z ziemniaczkiem i kilkoma fasolkami. Wynik - brak zainteresowania jedzeniem, zainteresowanie za to talerzem i moim widelcem. Polizanie fasolki, delikatne possanie jej i wyplucie. Zero stresu i wmuszania jedzenia. 
Wniosek: poczekamy jeszcze trochę z rozszerzaniem diety, bo zdaje się, że to jeszcze nie jest odpowiedni czas, później zastosujemy BLW i mam nadzieję, że będziemy z tego czerpać radość, a nie stres i ciągłą walkę o kolejną łyżeczkę. 

Z internetu


29 lipca 2013

Co znudzona mama robi w czasie upałów ;)

Od kilku dni słupek rtęci na termometrze szybuje w górę, na dworze nie da się wysiedzieć i trzeba chronić siebie i dziecko w zaciszu domowym. A jak wiadomo w domu dziecko szybko się nudzi i co rusz trzeba wymyślać nowe zabawy. Rozgrzaną, spoconą Milenkę trudno zadowolić, więc w obroty idą grzechotki, misie i inne zabawki. Mama do znudzenia wymachuje małej nad głową pieluszką tetrową, aby jakiś wiatr uczynić, a dziś nawet wyciągnęła wanienkę na balkon i co chwilę pluska w niej swojego szkraba.
Jest to pierwszy kontakt Milenki z inną, od tej wieczorno - kąpielowej, wodą. Zaskoczenie pełne, usta w podkówkę, parę łez. Więc na razie moczymy nóżki i rączki, żeby się przyzwyczaić.
Ja oczywiście rozrywki też poszukuję... Więc pstrykam nagminnie zdjęcia mojej córeczce ;) Biedna, chyba ma już dość, bo twarz mamy zamieniła się w obiektyw aparatu :) Chcę się jednak pochwalić, że odkryłam w aparacie funkcję zdjęć seryjnych i dzięki temu, mogę nareszcie uchwycić wszystkie wesołe minki, które strzela moja Milunia :) 

Oto próbka - seria uśmiechów na poprawę humoru:














26 lipca 2013

"Moja mama wie co robi"

Od wczoraj moja wiara w siebie w roli matki wzrosła niesamowicie dzięki Waszym komentarzom. Dziękuję Wam bardzo mocno, bo przywróciłyście mnie do pionu i upewniłyście, że wszystko jest ok :) 

Z każdym czytanym komentarzem poczucie własnej wartości rosło i rosło, a dziś to już latam wysoko. Mam nadzieję, że ten stan utrzyma się długo. 

Oprócz tego, dostałam po południu nagrodę z rozdawajki u Zielonej Shamandury "Moja mama wie co robi", czyli przypinkę z tym właśnie hasłem. Przesyłka przyszła w idealnym czasie! Przypięłam już ją do wózka i, jak możecie się domyślić, dodaje mi skrzydeł w czasie spacerów :) Teraz, gdy usłyszę jakiś głupi komentarz, jedno spojrzenie na przypinkę, upewni mnie, że jednak dobrze robię :)
 
Jeśli macie ochotę, na taką motywującą przypinkę, to zapraszam do udziału w rozdawajce, która trwa do 15 sierpnia. Banerek w pasku bocznym.



Zielona Shamandura przysłała mi też niespodziankę - balsam do ciała z filtrem SPF 50 z Avene! Bardzo Ci dziękuję, jestem mile zaskoczona ! Balsam już w użyciu :)

Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim za wsparcie!

25 lipca 2013

Pigułki z pewnością siebie

Moja kruszynka nie należy do najmniejszych niemowląt. Można by rzec nawet, że jest to taki gigancik wśród pięciomiesięczniaków. Za każdym razem więc, gdy spotykam kogoś znajomego na ulicy słyszę: "Duża jest...", "O, jaka wielka...", "Ale rośnie!", po czym następuje chwila ciszy. No właśnie... ta chwila ciszy powoduje, że zaczynam się zastanawiać, czy to jest normalne, że Milenka waży ponad 8 kilo i leżąc mieści się na styk w spacerówce. Moja pewność siebie jako matki sięga dna... 

Nie tuczę jej jak małej świnki, nie ładuję w nią mleka. Mała od miesiąca je bardzo mało - połowę mniej niż zalecane dzieciom w jej wieku. A mimo to rośnie. Więc co robię nie tak? Nie chcę, by Milenka od najmłodszych lat wysłuchiwała, że jest gruba! Widzę na placach zabaw siedmioletnie dziewczynki, które z powodu swej wagi noszą już staniki i wiem, że nie chcę tego dla mojej córki. Ale ona przecież nie je, a wciąż rośnie. Czy to jest normalne? Czy ona zdoła zgubić tą nadwyżkę? Pewność, że daję jej wszystko co najlepsze, że dobrze się nią opiekuję sięga dna...

Nie je nawet marchewki. Od pięciu dni walczę z nią by choć łyżeczkę przełknęła. Wydawało mi się, że gotowa jest na rozszerzenie diety, bo ręce i oczy śmieją jej się do naszego jedzenia. A tymczasem marchewki nie je. Więc może źle ją przygotowuję? Albo nie daję o odpowiedniej porze dnia? A może za gęsta, za rzadka, za duże grudki? A może lepiej ze słoika? Dziś próba z ziemniakiem, może będzie lepiej wchodził? A co jak nie? Może jednak za wcześnie? Pewność, że robię dla niej wszystko jak najlepiej sięga dna...

Mąż nie pomoże, bo on nie wie, to ja jestem matką. Moja matka odwiedza nas rzadko, przez telefon tylko zapewni, że na pewno jest ok, że tak musi być. A co jak nie musi? Tyle dzieci jest mniejszych, tyle dzieci ładnie je... I skąd czerpać tę pewność siebie w roli matki?

Zazdroszczę niektórym mamom blogerkom, które czytam. Świetnie radzą sobie ze swoimi emocjami, wiedzą, że to co robią, jest dobre i że krzywdy swym dzieciom nie robią.

A ja? Chciałabym, aby ktoś wymyślił pigułki na pewność siebie. Mogą być nawet zastrzyki. Byleby pozbyć się tych wątpliwości i iść przez życie z głową podniesioną wysoko do góry spełniając się w roli matki...

23 lipca 2013

Hipp, krochmal, Oilatum, Oillan, Linuś - w czym Milenka lubi się pławić

Nasza kochana Milenka, jako mała alergiczka i córka mamy lubiącej sprawdzać różne specyfiki, zaliczyła już pięć płynów do kąpieli od dnia swoich narodzin. Jako że sama nie może wypowiedzieć się na ich temat, zrobię to za nią :)

HIPP Żel do mycia ciała i włosów - używaliśmy tego płynu zaraz po urodzeniu Milenki do czasu, gdy na jej ciele nie pojawiła się wysypka i okazało się, że mała ma alergię pokarmową. Żel ma przyjemny zapach, taki niemowlęcy, ładnie się pieni i ogólnie jest bez zarzutu. Po kąpieli używaliśmy dodatkowo oliwki do ciała, również HIPP - efekt końcowy w pełni zadowalający. Skóra Milenki była mięciutka i gładziutka. Polecam oba produkty dla dzieci bez problemów skórnych, tym bardziej, że cenowo też są przystępne. Powiem tylko, że zużyłam pół opakowania żelu i nie zadziałał na moją skórę inaczej niż zwykłe płyny do kąpieli dla dorosłych. Może sekret tkwi tutaj w oliwce. 

Z Internetu

Krochmal - po wystąpieniu wysypki na nóżkach i brzuszku Milenki zdecydowaliśmy się zastosować do rady naszej pediatry i kąpać młodą w krochmalu w celu usunięcia problemu. Co dwa dni przygotowywaliśmy roztwór mąki ziemniaczanej i wody, wsypując 5 łyżek mąki do 1 litra wody. Następnie dodawaliśmy miksturę do kąpieli. Efekt - szczerze mówiąc, u nas zerowy. Wysypka nie zniknęła, skóra bez rewelacji, także szybko sobie odpuściliśmy tą technikę.

Oilatum Emolient Emulsja do kąpieli - jako, że krochmal nic w naszym przypadku nie dał, posłuchaliśmy rad mojej szwagierki oraz eveleo i zakupiliśmy jeden z kilku dostępnych w aptekach emolientów.
Podaję za Wikipedią:

"Emolient – w kosmetyce preparat trwale nawilżający skórę...
Emolienty działają na skórę na cztery sposoby:
  • natłuszczają ją, tzn. tworzą na jej powierzchni warstwę oleju, która blokuje parowanie z jej powierzchni
  • działają jak smary, dzięki czemu skóra wydaje się gładka i śliska
  • po wchłonięciu do głębi skóry zatrzymują wodę poprzez blokowanie kanałów, którymi jest ona normalnie wydzielana na zewnątrz
  • wchłaniają wilgoć z otoczenia, dzięki czemu powierzchnia skóry jest stale wilgotna."
 Potwierdzam, Oilatum działa tak jak powyżej opisane. Emulsja pomogła zlikwidować wysypkę (oczywiście wraz ze zmianą diety). Działa łagodząco na skórę i eliminuje podrażnienia, ponieważ w składzie zawiera olej parafinowy. Nawet, gdy Milence pojawiają się potówki po upalnym dniu, kąpiel w Oilatum likwiduje je od ręki. Dodatkowym plusem jest to, że po kapieli nie trzeba używać oliwki. Emulsja barwi wodę na biało - pewnie to właściwość któregoś ze składników. Nie należy do tanich, ale jest naprawdę godna zainwestowania.

Z Internetu

Oillan Baby Aksamitny szampon i płyn do kąpieli 2 w 1 - wypróbowaliśmy go z racji trochę niższej ceny niż Oliatum. Sprawdza się równie dobrze, choć po rozpuszczeniu w wodzie nie barwi jej na biało.
Mamy w domu jego zapasową buteleczkę w razie wystąpienia problemów skórnych.


Z Internetu

Ziołolek Linomag Linuś Olejek do kąpieli - nasze odkrycie ostatnich dwóch tygodni. Najtańszy ze wszystkich specyfików tu opisanych (oprócz krochmalu) - ok. 9zł za 200ml. Skład ma bardzo przyjazny włącznie z olejem parafinowym i lnianym. Po kąpieli skóra Milenki jest równie dobrze nawilżona jak po użyciu emolientów, więc nie trzeba używać oliwki do natłuszczenia ciałka. Barwi kąpiel delikatnie na biało. Niestety nie łagodzi podrażnień tak dobrze jak emolienty i może być używany dopiero od drugiego miesiąca życia. Pomimo to uważam, że jest to świetny kosmetyk - łagodny dla skóry, pięknie nawilżający, tani (!) i wygodny. W chwili obecnej używamy go na co dzień, gdy Milenka nie ma problemów ze skórą. Jak dla nas - rewelacja!

Z Internetu

Jak widać Milenka lubi się pławić nie tylko w luksusie, za co bardzo jej dziękuje kieszeń mamy i taty :)

21 lipca 2013

Marchewkowe pole bitwy

W piątek po południu zaczęliśmy rozszerzanie diety Milenki. 
Po przeczytaniu Waszych rad pod postem o szczepieniach, z które bardzo dziękuję, oraz własnych przemyśleniach, postanowiliśmy, że na pierwszy ogień pójdzie jednak gotowana marchewka. Poszliśmy z mężem na pobliski targ, do pani, u której zwykle kupujemy warzywa, i kupiliśmy młodą dorodną marchew. 

Pani uczciwie poinformowała nas, że marchew była pryskana. Chwilę więc się wahaliśmy, ale w końcu stwierdziliśmy, że zaryzykujemy. W końcu powietrze, którym oddychamy jest zanieczyszczone, woda, w której się kąpiemy do źródlanych nie należy, więc i produkty rolne czy hodowlane nie będą bardziej niebezpieczne. Oczywiście, gdybym miała dostęp do warzyw uprawianych bez oprysków, na pewno wybrałabym takie, ale takowego niestety nie mam. Chciałabym też sama gotować Milence od małego, dlatego nie zdecydowałam się na słoiki. Kilka zapasowych kupiliśmy "od przypadku" i zapewne je zużyjemy, ale na razie chcę ją przyzwyczajać do gotowanego. Wiem, że to pewnie bez sensu, bo wiele mam karmi jedzonkiem ze słoików i dzieci nie mają później problemu, żeby przestawić się na "domowe", ale jakoś takie mam przekonanie, a nie inne.

Tak więc z zakupioną marchwią wróciliśmy do domu i od razu zabrałam się za ugotowanie niewielkiego kawałka. Oczywiście, byłam pewna, że pójdzie gładko i sukces marchewkowy zostanie odtrąbiony po pierwszym liźnięciu łyżeczki, ale jak zwykle się myliłam. Okazało się, że Milenka po pierwsze nie akceptuje łyżeczki, a po drugie nie wie, co ma zrobić z marchewką w buzi. I tak od trzech dni powoli się uczymy procesu jedzenia. Pierwszy raz był katastrofą - pół łyżeczki zjedzone, reszta na śliniaku lub na mnie. Wczoraj już trochę lepiej, łyżeczka nieco oswojona, udało się wcisnąć całą łyżeczkę marchewki. A dziś kolejny krok do przodu i byłyby nawet dwie łyżeczki, gdyby Milenka nie kichnęła przy drugiej wypluwając wszystko na mamitę :) Zobaczymy jak będzie dalej.

A tu relacja z soboty (w piątek nie miał kto robić zdjęć):








 

Reakcji uczuleniowych na razie brak, ale jeszcze obserwujemy...

19 lipca 2013

PPPP - praktyczne porady pani pielęgniarki

Podczas ostatniej wizyty na szczepieniu pani pielęgniarka "od zastrzyków" udzieliła nam kilku drobnych porad, które jak zwykle wyleciały mi zaraz z głowy. A ponieważ wczoraj je sobie przypomniałam, postanowiłam je tu zapisać, co by jednak ślad po nich gdzieś pozostał. Nie wiem czy też tak macie po ciąży, ale moja koncentracja spada czasem do zera...

Niemniej jednak, był to pierwszy raz kiedy pielęgniarka, tak sama z siebie (z powołania jak ona to ujęła) powiedziała nam kilka ciekawych rzeczy, o których nie wiedziałam, bądź też dawno zapomniałam. Dlatego bardzo byłam mile zaskoczona, że kobiecie jeszcze się chce ;-)

Porady:

1. Co zrobić, gdy dziecko zaniesie się płaczem?
Chodzi o sytuację, gdy słychać początek płaczu na wdechu, ale potem płacz się urywa i nie słychać wydechu. Dmuchnąć dziecku w buzię. Podobno skutkuje natychmiast, a jeszcze lepszy efekt daje złapanie buzi malucha w dziubek.

2. Co należy mieć w domu na gorączkę malucha?
Zarówno środek przeciwgorączkowy w czopkach, jak i w zawiesinie. Dlaczego? Gdy dziecko wymiotuje, podajemy czopek, gdy ma biegunkę, podajemy zawiesinę (osobiście miałam w domu tylko czopki).

3. Jak zbić temperaturę, zanim zadziałają środki przeciwgorączkowe?
Wykąpać je, ale nie w zimnej kąpieli, tylko w takiej jak zawsze. Podobno zbija gorączkę o kilka stopni od ręki i nie ma ryzyka, że dziecko zaziębimy jeszcze bardziej.

4. Jak zlikwidować zaczerwienienie po wkłuciu igły?
Rozpuścić pół łyżeczki sody w szklance wody i przemywać.

Milenka jak dotąd temperatury nie miała, bezdech też jej się nie zdarzył, ale myślę, że warto pamiętać na wszelki wypadek. Macie swoje sposoby na te sytuacje?

17 lipca 2013

I po szczepieniach :)

Udało się! Dzisiaj zaliczyliśmy ostanie szczepienie skojarzone Infanrix hexa. 
Szczęśliwie obyło się bez większych problemów - standardowo płacz przy wkłuciu, ale później w ciągu dnia Milenka miała dobry humor i nie gorączkowała. W każdym razie cieszę się, że zdecydowaliśmy się zapłacić za to szczepienie z jednego powodu - oszczędziliśmy małej siedem wkłuć.
Następna szczepionka po roczku, także na razie mamy z głowy te "przyjemności".

Milenka została zważona. 5 miesięcy i  3 dni - 8300 kg. Przybiera ok. 1 kg na miesiąc, więc mieści się w normie. Duża z niej kruszynka po prostu ;-) 

Dostaliśmy też zielone światło na rozszerzanie diety. Chcę zacząć w piątek. Może ktoś doradzi jak to rozsądnie zrobić - marchewka, jabłko czy może coś innego, biorąc pod uwagę, że Milka jest alergiczką? Jak to wyglądało u Was? Będę wdzięczna za podzielenie się doświadczeniami :-)

A póki co, Milenka próbuje zjeść mój telefon, gdy chcę zrobić jakieś zdjęcie:



15 lipca 2013

Liebster Blog Award

Wczoraj i dziś dostałam dwie nominacje Liebster Blog Award od mam prowadzących dwa ciekawe blogi:
Kingi Mak z Drugiego Etatu oraz matki_de z Codzienne wyzwania Matki Debiutującej. Chciałabym bardzo podziękować za wyróżnienie - podbudowało to mnie dość mocno. Obie blogujące mamy polecam do poczytania - świetnie piszą :-)

Zasady wyróżnienia:
Wyróżnienie Liebster Blog Award  jest przekazywane przez nominowanego kolejnym 11 blogerkom lub blogerom jako uznanie za” dobrze wykonaną robotę”.  Celowo przyznawane jest “mniejszym” blogom o mniejszej liczbie zaglądających i obserwujących lub takich, które działają od niedawna – tak, by też miały szansę na zaistnienie w blogowej społeczności.  Osoba wyróżniona odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę , która blog nominowała do wyróżnienia, a następnie również wyróżnia 11 blogów informując o tym w podziękowaniu za  wyróżnienie  i  jednocześnie zadając swoje 11 pytań do nominowanych. Nie można nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.

Moje odpowiedzi do pytań od Kingi:
1. Ulubiony owoc.
nie mam, owoce nigdy nie były moim ulubionym jedzonkiem
2. Kawa czy herbata? 
herbata
3. Ile masz wzrostu?
168 cm
4. Ranny ptaszek czy nocny marek?
ranny ptaszek, zdecydowanie
5. Ulubiona postać z bajki.
Lolek (moja siostra była Bolkiem, a ja Lolkiem)
6. Moim zdaniem marzenia...
są do spełnienia!!
7. Kobieta to..
siła napędowa tego świata
8. Auto czy rower?
rower
9. Rano budzi mnie...
sama się budzę 
10. Kobieta, którą podziwiam, to...
nie ma jednej szczególnej, podziwiam na pewno wszystkie matki :)
11. Co irytuje Cię w mężczyznach? 
ich pewność siebie, to, że wydaje im się, że wszystko im się należy, bo przecież są facetami 

Odpowiedzi do pytań od matki_de:
1. Z jakiej pyszności nie zrezygnujesz nawet gdy jesteś na diecie?
domowego ciasta
2. Wieczór spokojny w domu czy impreza na mieście?
spokojny w domu
3. Jak byś spędziła samotny dzień bez dzieci?
z książką w ręku, albo oglądając ulubione seriale, albo też na spotkaniach ze znajomymi
4. Najbardziej znielubiana czynność domowa?
czyszczenie kuchenki i piekarnika
5. Gazety czy książki?
i to, i to
6. ulubione święta?
Wielkanoc
7. ulubiona zabawa z dzieckiem?
na tym etapie rozwoju - zabawa w "a kuku" :)
8. Kim chciałaś być jako dziecko?
panią z kiosku, bo miała duużo gazet do czytania
9. Co najbardziej Ci się podoba w prowadzeniu bloga?
patrz mój post "Po co mi ten blog"
10. Ostatnia rzecz jaką robisz przed zaśnięciem?
przykrywam się kołdrą :)
11. Piosenka, która ostatnio chodzi Ci po głowie? 
kołysanka "Husi, husi" ;)
  
A teraz moje nominacje i pytania. Nominuję nie tylko blogi "świeżynki", ale i te, które po prostu lubię czytać. Do tablicy wystąp:

Dookoła dziecka
Keep my moments 
kobiecość oczami eveleo 
Mama Mirona 
Mia-livestyle 
mistinguett 
projekt Matka 
rzeczy zebrane 
Mamma Mia!
 ja, on, my 

Oto pytania:
1. Twój znak zodiaku to ...
2. Ulubiony kolor?
3. Chciałabym zwiedzić ...
4. Jakiej muzyki lubisz słuchać?
5. Ulubiony sklep odzieżowy?
6. Jakie pasje chciałabyś rozwijać u swojego dziecka?
7. Jakie Ty masz pasje?
8. Morze, jeziora czy góry? 
9. Jak dużą rodzinę chciałabyś mieć?
10. Piosenka, która kojarzy Ci się z romantycznymi chwilami w Twoim życiu?
11. Tusz do rzęs czy szminka?

Zapraszam do zabawy! Kto nie lubi łańcuszków, nie musi odpowiadać, jednak będzie mi miło, gdy choć w komentarzu pod spodem pojawią się odpowiedzi :-)

14 lipca 2013

5 miesięcy!

Mój kochany skarb kończy dzisiaj piąty miesiąc swojego krótkiego żywota :-)

Nie mogę się nadziwić, jak bardzo rozwinęła się w tak krótkim czasie. Potrafi już podnieść się do siadu z pomocą mamy lub taty, przewrócić się z plecków na brzuszek, na którym teraz bardzo lubi przebywać, podnosi dupkę, jakby już szykowała się do pełzania. 

Uśmiecha się do nas na całego kilkadziesiąt razy dziennie i jest to dla mnie najpiękniejszy uśmiech na świecie. Uwielbia dotykać nasze twarze, moje włosy to hit każdego dnia, a gdy weźmie się ją na ręce, tuli się za szyję. Potrafi pokazać rączką, co chce, a nie ma chyba takiej rzeczy, której nie chce dostać w swoje łapki i włożyć do buzi. Lubi obserwować i oglądać świat. Coraz częściej domaga się brania na ręce i pokazywania co jest w kuchni, a co w łazience. Lubi też patrzeć, jak jemy :-) Wyciąga rączki po chleb, albo dotyka kubka, gdy piję jak akurat mam ją na rękach. 

Wciąż bawi się najchętniej grzechotkami, misiami, gryzakami, ale teraz fascynują ją także kartki, książeczki, butelki po wodzie i metki. Potrafi zafiksować się na metce przez dobre dwadzieścia minut. Uwielbia też wszelkiego rodzaju wygłupy, latanie na rączkach, czy smyranie po boczkach. A jak mama zacznie udawać odgłosy krowy czy konika, to nie posiada się z radości. I jest jeszcze zabawa w "a kuku" - hit ostatnich dwóch tygodni.


Wszystkiego najlepszego Milenko :-***

13 lipca 2013

Po co mi ten blog

Dopadło mnie w końcu pytanie o sens blogowania...
Z przyczyn zewnętrznych głęboko zastanowiłam się, po co mi to pisanie, dzielenie się wrażeniami, udostępnianie zdjęć. Co mi to daje, że utrwalę pierwsze razy mojej córki, ponarzekam na swój wygląd, czy podzielę się opinią o używanych produktach. Bo przecież jest w tym coś dziwnego, że pokazuję światu mój świat, nie bacząc na to, czy to się światu podoba, czy nie. Byłam już nawet zdecydowana uczynić mój blog prywatnym (z przyczyn zewnętrznych właśnie), ale ogarnął mnie taki smutek, jakbym miała rozstać się z najlepszą przyjaciółką. I wtedy dotarło do mnie: mój blog to moja przyjaciółka, moja darmowa psychoterapia, i nie porzucę go, bo komuś to się może nie podobać.

W dzisiejszych czasach, gdy jesteśmy skazani na ciągły bieg, pogoń za karierą, gdy każdy myśli o sobie, swoich planach na życie i ich realizacji, mało kto potrafi poświęcić uwagę i czas dla drugiej osoby. Nawet przyjaźnie opierają się często na relacji bez głębszych refleksji. Nie ma czasu na spotkania tete a tete, na podzielenie się swoimi smutkami i radościami. W realu często skazani jesteśmy na samotność. A gdy zaczynasz odstawać, nagle przestają cię zauważać. U mnie stało się tak z pojawieniem się Milenki, na zasadzie: "Masz dziecko, a ja nie i co mnie to obchodzi." I to nie tylko wśród znajomych, ale i wśród rodziny. Blogując, mam w końcu poczucie zrozumienia, że jako młoda matka spełniam się i nie idzie mi to całkiem nieźle. A oprócz tego, są jeszcze pozostali blogujący, których czytam, podziwiam i wymieniam się z nimi doświadczeniami...
Dlatego tak cenię sobie pisanie tego bloga. Wysyłam wiadomości w przestrzeń jak do psychoterapeuty. Siedzę na kanapie przed komputerem, jak na kozetce w gabinecie. I piszę, wyładowuję się, opowiadam, uwalniam myśli. A blog tylko kiwa głową i pyta: "I co dalej?"...

11 lipca 2013

Lipcowo - spacerowo

Uwielbiam upały nad morzem, na wsi i na działce u moich rodziców. Jednak gdy przebywam w mieście średnio znoszę tak wysokie temperatury. By nie udusić się w mieszkaniu na trzecim piętrze z wystawą okien wschód - zachód, prawie pół dnia spędzamy spacerując po okolicy. Swoje osiedle znam już na wylot: miejsca, gdzie starsi spotykają się na codzienne ploteczki; ławki, na których osiedlowe żuliki popijają kolejne piwa; kawiarenki, gdzie dzieci ustawiają się w kolejce po lody; uliczki, zarośnięte tak bardzo, że po ich przejściu moje włosy są pełne liści i pyłków kwiatowych.

I tak w niedzielę wybrałam się z Milenką do lasu, jednak po przejściu paru metrów, uciekałam stamtąd zaatakowana przez stado komarów. Nie dość, że uśmiercałam je na moim ciele, to jeszcze odganiałam je z wózka, co musiało wyglądać dość komicznie dla postronnych :)

W poniedziałek standardowo zaliczyłyśmy promenadę i pobliski park, bez większych przygód. Spotkałyśmy jedynie sąsiadkę z dwuletnim synkiem, która spacer ten nam bardzo umiliła. Swoją drogą, mamy szczęście do sąsiadów - małżeństwa z małymi dziećmi, więc zawsze jest o czym pogadać i wymienić się doświadczeniami, albo też starsi, którzy miło zainteresowani są naszą córeczką.

 
We wtorek, spacer przerodził się w przejażdżkę do mojej pracy. Okazało się, że przysługują mi jeszcze dwa tygodnie urlopu macierzyńskiego, więc musiałam podpisać papiery. Do pracy wracam 07 października - miła niespodzianka :)


W środę pożegnaliśmy gondolę! Milenka pierwszy raz zasmakowała spacerówki. Póki co, chyba jest zadowolona, bo po przebudzeniu nie marudzi, tylko wesoło rozgląda się po świecie.




W czwartek... no cóż, dzisiaj wypuściłam się na zakupy i Milenka spacerowała z tatą. Początkowo niesamowicie cieszyłam się z "wolności", ale po dwóch godzinach stało się ze mną coś dziwnego. Stanęłam na środku galerii i prawie się rozpłakałam z tęsknoty za Milenką! Uciekłam stamtąd do domu najszybciej jak się dało, ocierając łzy z kącików oczu. Nigdy nie przypuszczałabym, że tak będę reagować na rozłąkę z córką! Jak ja przeżyję powrót do pracy? ...


A poza tym. dodam tylko, że niestety w czasie wszystkich powyższych spacerów miałam na sobie tę samą bluzkę. Przed każdym wyjściem Milenka z radością ulewała mi na ubranie, więc na szybko przebierałam się w jedyną czystą, uprasowaną rzecz w domu i tak wychodziłyśmy. Ktoś kto widział mnie codziennie, mógł mieć wrażenie déjà vu ;)

Moje włosy! Nie oddam!!


7 lipca 2013

Dr Karp analizuje ...

W nielicznych przerwach na jakie pozwala mi Milenka czytam od jakiegoś czasu książkę doktora Harveya Karpa "Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy". Sama książka traktuje o płaczu kolkowym, napisana jest z humorem i czyta się ją świetnie. Żałuję, że nie kupiłam jej przed urodzeniem córki, bo zapewne lepiej rozumiałabym jej zachowanie w pierwszych trzech miesiącach życia. 

Dziś zwrócił moją uwagę fragment, w którym dr Karp, na podstawie własnych obserwacji, podaje dziesięć głównych źródeł stresu, które niszczą pewność siebie młodej matki w pierwszych tygodniach po urodzeniu dziecka. Pozwolę sobie zacytować:

"1. Niewiarygodne zmęczenie.
2. Niedoświadczenie.
3. Nieprzebywanie z kochającą rodziną i przyjaciółmi.
4. Niewystarczające nieprzebywanie z wtykającymi nos w nie swoje sprawy członkami rodziny i przyjaciółmi.
5. Nieprzerwany płacz dziecka.
6. Nieułatwiające sprawy spory z małżonkiem.
7. Niebagatelny spadek dochodów i utrata źródeł gratyfikacji emocjonalnej.
8. Niepewność własnego ciała.
9. Niestabilne hormony.
10. Nieusuwalne plamy z rzygowin na każdym ubraniu."

Zdziwiło mnie jak trafna jest ta lista. W moim przypadku podpisuję się obiema rękami pod punktami 1, 2, 6, 7, 8, 9, a zwłaszcza 4!! Co do punktu 10 to plamy na ubraniach są moją zmorą do dziś. Nawet rano przed spacerem wyciągnęłam świeżo upraną bluzkę. Patrzę, a tam plama! Samo życie ;)


6 lipca 2013

Brak motywacji ...

Pogoda dziś się zepsuła, zapowiada się dzień w domu i znów wymyślanie zabaw dla Milenki. Ostatnio zauważyłam, że bardzo interesuje ją butelka z wodą mineralną, więc chyba zrobię dla niej zabawkę. Wsypię koraliki do pustej butelki i zobaczymy, może zajmie ją to na dłużej... 

A tymczasem muszę trochę ponarzekać na brak motywacji do ćwiczeń i dbania o siebie, jaki mnie ostatnio ogarnął. Na początku zeszłego miesiąca miałam cel, aby w końcu wrócić do wagi sprzed ciąży. Miały być ćwiczenia, miała być dieta... No cóż, diety nawet nie zaczęłam - stwierdziłam, że nie chce mi się gotować i sporządzać posiłków oddzielnie dla mnie i męża. Nie chce mi się i nie mam na to czasu przy dziecku. A ćwiczenia - owszem, ćwiczę, ale nie regularnie, dwa lub trzy razy w tygodniu. Wciąż nie przebrnęłam przez pierwszy poziom "30 Days Shred With Jillian Michaels". Różnica jest taka, że mięśnie faktycznie powoli się pojawiają, ale na wadze ruszyło tylko 1,5 kg w dół... W tym tygodniu walczyłam z korzonkami i ćwiczenia w ogóle poszły w odstawkę, a zmotywować się do działania jest ciężko. Przydałby mi się trener osobisty, który kopnąłby mnie w cztery litery! To tylko dwadzieścia minut dziennie, a jednak z każdym dniem chce mi się coraz mniej...

Pozostają spacery - 3 godz dziennie - może chociaż to wpłynie pozytywnie na moją figurę... 
Trzymajcie kciuki!


Nasz balkonowy ogródko - zielnik rozrósł się niesamowicie. Szczerze mówiąc, myślałam, że nic z niego nie będzie, bo nie mam szczególnej ręki do roślin, ale jakoś się udało. Zebraliśmy już pierwszy plon koperku, pietruszka wciąż bujnie rośnie, oregano wybiło w górę, a nawet pojawiły się pierwsze pomidorki! Czekamy jeszcze na paprykę :)

Pomidorki



Po lewej papryka

A później nic, tylko jeść zdrowe i przede wszystkim samemu wyhodowane warzywka :)

5 lipca 2013

Babydream - o pieluchach c.d.

W ostatnim czasie udało mi się zakupić paczkę pieluch Babydream 3, które są dostępne w sprzedaży w Rossmannie. Bardzo byłam ciekawa tych pieluch, bo słyszałam o nich wiele pozytywnych opinii. Jeden znajomy opowiadał nawet, że podczas jego testu wchłonęły aż pięć (!) szklanek wody. 

No cóż... niestety nie zostałam entuzjastką tych pieluszek. Ba, powiem więcej, dla mnie są to najgorsze pieluchy jakich używaliśmy do tej pory. Przede wszystkim mają dziwny kształt, w porównaniu z pieluchami innych producentów - są krótkie, a szerokie. Dodatkowo są grube, więc na pewno mniej przepuszczają powietrza do pupci malucha. Wilgoć wchłaniają dobrze, ale nie rewelacyjnie, jak niektórzy opowiadają. W upalne dni, Milenka często domagała się ich zmiany, bo szybkość wchłaniania była słabiutka. Także niestety dla mnie te pieluszki są na NIE... 

Z internetu

Na chwilę obecną nasz faworyt to wciąż Huggies. Od czwartku jest na nie promocja w Biedronce, wychodzi bodajże 41gr za sztukę. Polecam!

Czekam na wyniki konkursu u Oli Uru na Mini-Mini. Być może będę mieć okazję przetestować pieluszki wielorazowe. Kto wie, może skradną moje serce :)

3 lipca 2013

Śpi... Odpukać!

Długo zastanawiałam się, czy napisać tego posta. Otóż, tak to w moim życiu bywa, że jak pochwalę się czymś na głos (napiszę), to zaraz potem dzieje się zupełnie na odwrót i powód do dumy odpływa w zapomnienie... 

Uwaga, uwaga! Milenka zasypia wieczorem w swoim łóżeczku bez najmniejszego problemu :-)

Zabraliśmy się do uczenia jej zasypiania samej mniej więcej trzy tygodnie temu i początkowo wątpiłam, czy się uda. Do tamtej pory, zawsze kołysałam ją na rękach, aż usnęła, albo też bujaliśmy ja w foteliku - bujaczku śpiewając kołysanki. Pewnego jednak wieczora Piotrek ściągnął z netu piękne kołysanki i postanowiliśmy spróbować z ich pomocą uśpić Milenkę kładąc ją od razu do łóżeczka. Na początku było ciężko, wierciła się i marudziła. Kilka razy musiałam ją uspakajać nosząc na rękach. Byłam jednak konsekwentna i przez pierwszy tydzień znosiłam to marudzenie, które czasem trwało nawet godzinę. W drugim tygodniu było już dużo lepiej. A od niedzieli - rewelacja, kładę Milkę do łóżeczka, puszczam kołysanki i po trzeciej piosence śpi jak suseł. Niesamowite... :-D

Strasznie się z tego cieszę, tym bardziej, że w niedzielę odezwały się moje korzonki, i ledwo mogłam nosić małą na rękach. Także w moim przypadku takie usypianie to duuuża wygoda.

Odpukać w niemalowane drewno, aby tak już zostało!

PS: Oglądacie tenis? Janowicz i Radwańska w półfinałach Wimbledonu! Cudnie!

Hej Kochani!
Zostawcie mnie! Ja tu śpię!


1 lipca 2013

Pomagamy Julkowi!

Dziś z nieco innej beczki. Bardzo wzruszyła mnie historia Julka Górala, który pochodzi z mojego rodzinnego miasta, dlatego postanowiłam zamieścić prośbę o pomoc dla niego i jego rodziców. Oto fragment maila, którego dziś od nich otrzymałam:

"Wada serca, jaką ma Julek wymaga trzech operacji. Julek jest po pierwszej. Zbieramy środki na drugą i trzecią.  Cel Julka, to 300 000 złotych, czyli tyle, ile realnie jest potrzebne na uratowanie życia maleństwa. Sporo, ale na kwotę, na jaką wyliczono życie dziecka nie mamy wpływu. Mamy nadzieję pomóc Julkowi wygrać nie tylko bitwę, ale i wojnę o życie. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Tym razem za życie małego Julka. Najbliższa operacja jest w sierpniu. Brakuje do niej jeszcze ok. 50 000 złotych..."

Więcej na temat Julka i jego walki o życie można przeczytać na tej stronie:
http://www.siepomaga.pl/f/corinfantis/c/873 

Jeśli możecie, pomóżcie też Julkowi! Finansowo, albo przez udostępnienie informacji o nim. Dziękuję!!