30 czerwca 2013

Pierwszy kucyk panny M.

Ostatni dzień czerwca. Kolejny miesiąc za nami ... Piszę to niestety ze smutkiem, gdyż przybliża mnie to do powrotu do pracy... Na samą myśl chce mi się płakać...

Z rzeczy o wiele przyjemniejszych - ostatnio przeglądałam zdjęcia Milenki i wprost nie mogę się nadziwić jak bardzo młoda zmieniła się w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Przede wszystkim włosy. Po urodzeniu miała czarne gęste włoski - pamiętam, że miała je nawet na ramionkach i uszach. A teraz pozostał jej tylko tzw. irokez, po boczkach włosy się wytarły, a na dokładkę ich kolor zmienił się na ciemny blond. Poniżej uwieczniłam tez pierwszy mini kucyk a la samuraj ;-)


Trudno uwierzyć, że nasza maleńka tak szybko się zmienia. W tym tygodniu zaczęła też podciągać się do siadu, a ulubioną zabawą jest teraz przewracanie się na brzuszek. I uśmiech - pojawia się teraz bardzo często i dla mnie jest najsłodszy na świecie :-)

I właśnie dlatego drżę na myśl o powrocie do pracy - wiem, ile uśmiechów mojej córki mnie ominie...

29 czerwca 2013

O chuście

Moja przygoda z chustą zaczęła się dość późno, bo dopiero gdy Milenka miała ponad trzy miesiące. Dlaczego tak? Po pierwsze nie byłam przekonana, a jako sceptyczna mama, wszystko muszę sama sprawdzić i ocenić względem przydatności, ceny i wygody. Po drugie znalezione przez mnie początkowo instrukcje obsługi na YouTube były dla mnie zbyt skomplikowane i przerażające. Po trzecie zniechęciły mnie opinie kilku znajomych, których dzieci nie chciały się chustować. I w końcu po czwarte cena za ten kawałek materiału wydawała mi się nieadekwatna do czegoś, czego nie byłam pewna, czy będę używać.

Dopiero spotkanie z jedną koleżanką pokazało mi, że chust jest łatwa i przyjemna w obsłudze. Dodatkowo widok jej synka przytulonego do niej cały czas tak mnie rozczulił, że postanowiłam spróbować. Wahałam się jeszcze trochę z powodu ceny, ale udało mi się pożyczyć chustę od innej znajomej i dzięki temu mogę korzystać z jej zalet za free.

Używam chusty elastycznej i taką proponuję dla osób początkujących. Chusty tkane są nieco trudniejsze w obsłudze, gdyż ich wiązanie wymaga dokładnego i równomiernego dociągania materiału. Zabiera to więcej czasu i podejrzewam, że trzeba się trochę wysilić, aby w końcu nabrać wprawy w wiązaniu. Jako dowód przytoczę przykład mojej koleżanki, która całkowicie zarzuciła chustowanie, ponieważ nie dała rady wiązać chusty tkanej, a taka akurat trafiła w jej ręce. Jak mówiła, nie miała ani czasu ani cierpliwości, żeby bawić się w takie cuda. Przy chuście elastycznej nie ma aż takiego zachodu. Po zawiązaniu tkanina sama dostosowuje się do ciałka dziecka. Trzeba jedynie uważać, aby wiązanie było dość ciasne. 

Chustować nauczyłam się dzięki YouTube. Poszukałam dłużej niż za pierwszym razem i znalazłam tutaj bardzo łatwą instrukcje. Co prawda dotyczy ona chusty tkanej, ale przy elastycznej też się sprawdziła. Ogólnie wszystkie instrukcje z tego kanału godne są polecenia. Osobiście na razie używam tylko wiązania kangurek z przodu, bo wydaje mi się ono najprostsze i najwygodniejsze.

Jeśli chodzi o dzieci, to z własnych obserwacji widzę, że różne niemowlęta inaczej reagują na chustowanie. Synek mojej koleżanki, od której chustę pożyczyłam, w ogóle nie tolerował tego rodzaju noszenia. Z kolei inny chłopczyk uwielbiał to i był noszony w chuście prawie cały czas, zarówno w mieszkaniu jak i na dworze. Milenka natomiast nie lubi być chustowana w domu - wytrzymuje góra 10 minut, za to na dworze uwielbia. Powód? Moja córka jest dość ciekawska i ruchliwa. Lubi obserwować świat i wierzgać kończynami :) W domu za wiele nie poogląda, bo wszystkie kąty już zna, a będąc uwiązaną w chuście nie ma za wiele możliwości ruchu. Natomiast na dworze, świat zmienia się co chwilę i ciekawość jej zostaje zaspokojona. Ponad to, nigdy nie lubiła długiego noszenia. Do tej pory będąc dłużej na rękach, wierci się, bo chce zmienić pozycję. Wiedząc to, używam chusty tylko w czasie spacerów.

Z pozostałych uwag - w chuście jest dzieciom jest ciepło! Moja córka nie daje rady w upalne dni, bo jest jej najzwyczajniej w świecie za gorąco. Dlatego też wybieram chustowanie w chłodniejsze dni.

Ogółem, chustę polecam - daje poczucie bliskości i jest bardzo wygodna. Bierzcie jednak pod uwagę charakter waszego dziecka, każde jest inne i nie każdemu takie noszenie będzie odpowiadać. 

P.S. Do chusty potrzeba też odwagi, szczególnie jeśli mieszka się w małym mieście. Ilość negatywnych spojrzeń i komentarzy rzucanych pod adresem chustujących jest zadziwiająco bardzo duża ;)


27 czerwca 2013

Mount Everest

 
Naszła mnie dziś taka refleksja, że oto każdy ma swój Mount Everest. 
Nawet moja maleńka dziecinka, która tak nie dawno przyszła na świat. Co dzień pokonuje kolejne kroki, aby zdobyć szczyt swoich możliwości. Wczoraj był to przewrót z plecków na brzuszek, dziś wyciągniecie rączki spod brzuszka, a jutro zapewne znów czymś mnie zaskoczy. Z każdym małym sukcesem pojawia się w oczach Milenki wyraz zdziwienia, a zaraz potem wielka radość, że się udało, że pokonała ograniczenia swego nieskoordynowanego ciałka. 
Niesamowitym jest obserwowanie takich zmian, wysiłku włożonego w zadanie i zadowolenia z jego wykonania. I mimo, że Milenka robi to wszystko nieświadomie, uświadamia mi to, że już od małego musimy pokonywać na swej drodze trudności i doskonalić się. A czyniąc to również najpierw dziwimy się, że daliśmy radę, a później cieszymy się z sukcesów. Przez całe życie trzeba wciąż iść ku lepszemu, uczyć się, pracować, być rodzicem, dziadkiem... 
I starać się, walczyć i zdobywać swój Mount Everest....


26 czerwca 2013

W czasie deszczu dzieci się nudzą?

Podobno w czasie deszczu dzieci się nudzą... Moja córka chyba do tego rodzaju nie należy :)
Mama dostarcza jej coraz to nowych rozrywek - a to macha grzechotkami przed oczami, a to nosi i pokazuje świat, czyli na przykład kuchnię i łazienkę, a to śpiewa, a czasem nawet tańczy z małą na rękach.

A oto ulubione zabawki Milenki: 
- misie i grzechotki. Szczególnie pożądany jest Kubuś Puchatek oraz grzechotka w kształcie gwiazdki. Wszystkie te zabawki lądują w buzi, a jak nie chcą to darcie jest w niebo głosy.


- zawieszki z maty edukacyjnej i inne. Różowy miś śpiewa po angielsku i mówi "I love you" ;), ale największą furorę robi fioletowy ptaszek, lew z Ikei i małpka. Te zabawki są miękkie, jest je za co złapać (pióra, ogonek czy łapki). Do buzi wędrują bardzo szybko. A jak nie znajdą się w buzi, to Milenka bunt robi na całego :)

Czasem to jestem wręcz zdziwiona, że Milenka tak bardzo się denerwuje, gdy nie trafia zabawkami do buzi. Mam nadzieję, że nie będzie z niej jakiś straszny nerwus w przyszłości ;) 

Szukam wciąż alternatywy dla tych grzechotek, czegoś co może mniej denerwowałoby moją córcię. Może macie jakieś pomysły dla czteromiesięcznego dzieciaczka?

A tu jeszcze sama radość z latania :)



24 czerwca 2013

Chrzciny!

Było pięknie i magicznie :)
Pogoda dopisała, choć komary gryzły bez opamiętania.
Milenka była grzeczna i skradła serca wszystkich gości.
Kocham Cię Skarbie :*







21 czerwca 2013

Pampers, Dada, Huggies - preferencje mojej córki

Przez krótki żywot mojej córeczki udało mi się przetestować trzy rodzaje pieluch: Pampersy, Dady i Huggiesy. Oto jakie wnioski zaobserwowałam.

Pampers New Baby - 1 i 2 - pieluszki dobrej jakości, które stosowałam zaraz po urodzeniu Milenki do ok. 4 kg, czyli dwa miesiące. Wykonane z miękkiego materiału w urocze wzorki. Stosowałam Pampersy, gdyż każdy zaleca początkowo tą właśnie markę z uwagi na jej jakość. Osobiste spostrzeżenia: moja córka po każdym zsikaniu domagała się zmiany pieluszki, a oprócz tego, gdy zdarzyła jej się "większa" kupa, to często znajdowała się ona poza pieluszką. Bodziaki trzeba było zapierać prawie po każdej kupie. 

Z Internetu

Dada Premium 1, 2 i 3 - zdecydowanie pieluszki najtańsze z przetestowanych przeze mnie i z tego też powodu kupuję je do tej pory. Nie podobały mi się jedynki dla noworodków - materiał twardy, taki ceratowy trochę i niemiły w dotyku. Tu zdecydowanie lepsze były Pampersy. Za to pieluszki 2 i 3 wykonane są z zupełnie innego materiału, bardzo zbliżonego jakościowo do Pampersów. Podobnie też, Milenka domaga się ich zmiany po każdym siku, ale za to chyba ani razu nie zdarzyło się, by kupka znalazła się poza pieluchą. Być może to dlatego, że wydają mi się nieco większe od innych pieluch.

Z internetu

Huggies 3 - pieluszki bardzo dobrej jakości, które mąż kupił, bo akurat była promocja i wyszło taniej niż Dady :) Normalnie cenowo są między Pampersami a Dadami. Jakość materiału bardzo dobra, Kubuś Puchatek na pieluszce śmieje się do nas na całego. Pieluszki super chłonne! Milenka w końcu nie marudziła po każdym siku, wręcz musiałam się pilnować, żeby nie zapomnieć zmienić pieluchy co jakiś czas. Kupa niestety ląduje czasem na ubrankach, ale częstotliwość zmiany tych pieluch rekompensuje zapieranie bodziaków całkowicie. Na pewno kupimy jeszcze te pieluchy nie raz, jeśli tylko pojawią się znów w promocji :) 

Z internetu

Słyszałam jeszcze, że bardzo dobre są podobno pieluchy z Rossmanna. Może uda mi się je przetestować i okażą się w końcu strzałem w dziesiątkę...




20 czerwca 2013

Żar leje się z nieba, a Milenka... szaleje

Słońce znów dziś dopisało, hmmm... raczej powinnam napisać zaatakowało :) Żar leje się z nieba, a z nas leje się pot. Owszem lubię taką pogodę, ale nad morzem, a nie w mieście, gdzie nie da się wytrzymać nawet w mieszkaniu. Wszystkie okna pootwierane, a mimo to gorąco jak w piecu. Milenka protestuje, bo najwyraźniej również nie przepada za duchotą. Więc spacer, aby się przewietrzyć. A na spacerze, Milenka śpi słodko, a my targamy wózek i ledwie powłóczymy noga za nogą... Uroki życia w mieście.

Dopiero wieczorem wpadłam na pomysł jak ulżyć maleństwu - stałam nad nią chyba pół godziny i wachlowałam tetrą :) Przynajmniej pobawiła się w spokoju, bo inaczej marudzeniu nie było końca.




Grzechotka do buzi raz proszę!

Buuu, mamo, znowu nie trafiłam...
Przed nami chrzciny - strach się bać, co przyniesie niedziela. Mam nadzieję, że upał nieco zelżeje i Milenka w spokoju spędzi całą imprezę. Trzymajcie kciuki!


18 czerwca 2013

Upały

Od niedzieli dopadły nas upały. Dziś kulminacja - nie wiem, ile było stopni na dworze, ale pot lał się ze mnie strumieniami. W mieszkaniu nie do wytrzymania. Duży pokój po zachodniej stronie jest non stop nasłoneczniony, mimo zaciągniętych rolet, a powietrze nagrzane do granic możliwości.... Milenka też nie za dobrze znosi taką pogodę. Całe popołudnie marudziła, bo spocona i zmęczona gorącem... Wieczorna kąpiel trochę ją uspokoiła i teraz już śpi, ale nawet jej niczym nie przykryłam, żeby się nie zagotowała.

Co mnie zastanawia to fakt, że młoda nie bardzo chce pić cokolwiek poza mlekiem. Próbowałam podawać jej przegotowaną wodę, rumianek i owocową herbatkę z Hippa bez cukru. Nic jej nie podchodzi. Martwi mnie to, bo wydaje mi się, że już czas zacząć ją dopajać, a ona wypija ledwie 20 ml w ciągu całego dnia. Podejrzewam, że gdybym podała jej picie posłodzone, to wypiłaby od razu. Nie chcę jednak już wpychać w nią cukru. I jak ją zachęcić do picia? 

Byłam też dziś w pracy podpisać urlop macierzyński fakultatywny. Wyliczono mi, że wraz z zaległym urlopem wypoczynkowym powrót do pracy nastąpi 23 września. Na samą myśl robi mi się smutno... Jak ja mam zostawić Milenkę z obcą osobą :-( Mam na oku już dwie nianie polecane przez znajomych, ale nie spieszy mi się z wyborem jednej z nich. Liczę na cud, że jakoś niania nie będzie potrzebna...



15 czerwca 2013

Uwaga osy!

Wczorajsza miesięcznica Milenki rozpoczęła się dość dramatycznie. Po odsłonięciu rolety w jej pokoju zauważyłam, że w rogu za oknem osy założyły sobie gniazdo!! Moje przerażenie sięgnęło zenitu, było mi niedobrze i wręcz wpadłam w panikę. Oczywiście Piotrek próbował strącić to gniazdo za pomocą szczotki, ale skończyło się to tylko rozbiciem gniazda na pół, a osy wpadły w szał. Na szczęście żadna z nich nie wleciała do mieszkania. Jestem przewrażliwiona na tym punkcie, biorąc pod uwagę fakt, że zarówno Piotrek jak i Milenka są uczuleniowcami i nie wiadomo, jak dla nich mogłoby skończyć się użądlenie przez osę.
Dopiero wieczorem przyszedł pan ze spółdzielni, spryskał osy jakąś trucizną i strącił to gniazdo na ziemię, zapewniając, że owady nie żyją i na pewno już nie wrócą. Ufff... Oto szczątki gniazda:



Do tej pory ciarki przechodzą mi po plecach jak o tym pomyślę. Brrr...

Poza tym pogoda wczoraj dopisywała. Byliśmy na spacerze, trochę w chuście, trochę w wózku. Milenka wynalazła sobie nowy rodzaj rozrywki - leżąc w gondoli zarzuca nogi na jej brzegi i się cieszy :)


 A po południu zawitały do nas ciotki Iza i Monika. Było wesoło, a Milka ewidentnie się cieszyła, bo nie chciała spać i wytrzymała aż cztery godziny bez drzemki.



Najlepiej oczywiście u tatusia na rączkach. Ach, ten nasz mały skarbek :*:*



14 czerwca 2013

4 miesiące!

Dziś Milenka kończy czwarty miesiąc życia! Wszystkiego najlepszego Skarbie! Pamiętaj, że kocham Cię najbardziej na świecie! 







13 czerwca 2013

Rączki, nóżki - aktualizacja

Dopiero tydzień temu udało nam się wywołać zdjęcie do ramki, w której znajdują się odciski stópki i rączki Milenki. Oto ostateczny efekt, który mi osobiście bardzo się podoba:


Pogoda w końcu zaczęła dopisywać, więc znów chodzimy często na spacery. We wtorek byliśmy pierwszy raz w galerii handlowej. Bałam się, że Milenka się zbuntuje i nie będzie chciała leżeć w foteliku. Na szczęście bardzo jej się podobało i cały czas była grzeczniutka. Albo obserwowała, albo drzemała. Widać zakupy to jej przyszły żywioł. Jak każdej kobietki :-)

Wczoraj za to wybraliśmy się do miasta w poszukiwaniu sukienki na chrzciny. Kupiłam klasyczną, białą sukieneczkę i satynowe buciki. Brakuje mi jeszcze rajstopek, bolerka i opaski na głowę. 

Oprócz tego odwiedziliśmy znajomych, którzy mają gabinet weterynaryjny i salon strzyżenia psów. Milenka miała okazję zobaczyć z bliska kilka piesków :-) Chcę jej pokazywać zwierzątka od jak najmłodszego wieku, żeby się przyzwyczajała i wiedziała, że takie istoty też są częścią naszego życia. W każdym razie wypad okazał się bardzo udany i nasza buba była z niego zadowolona.

A tu parę fotek w ramach aktualizacji:




10 czerwca 2013

Powrót do formy

Mój powrót do formy zakończył się fiaskiem, jeśli chodzi o poprzednią serię ćwiczeń z Jillian :-( Niestety zabrakło mi silnej woli, motywacji, a dodatkowo mięśnie i stawy odmówiły posłuszeństwa pod koniec poziomu drugiego. Nie ćwiczyłam już jakiś miesiąc, o ile się nie mylę. Ponieważ jednak moja waga stanęła w miejscu, postanowiłam znowu spróbować. Tak więc Panie i Panowie dziś po raz kolejny rozpoczęłam program zrzucenia tłuszczyku w 30 dni! Waga początkowa: 62 kg, nastawienie: pełne motywacji i chęci do działania. Trzymajcie kciuki, abym tym razem dała radę wytrwać :-)

Dodatkowo, od dziś postanowiłam wprowadzić w życie dietę popularnie znaną jako Metoda Montignaca. Opiera się ona na niskim indeksie glikemicznym i nie wymaga wielu wyrzeczeń, przynajmniej pod względem ilości zjadanego pożywienia. Parę lat temu stosowałam już tę dietę i byłam pod wielkim wrażeniem. Schudłam, tak jak zawsze chciałam i dodatkowo czułam się fantastycznie. Dlatego też, od dziś dieta ta będzie mi towarzyszyć na co dzień. 

Ech, mam nadzieję, że dzięki tym działaniom powrócę szybko do formy, i wkrótce nie będę się musiała wstydzić po ciążowego brzuszka... Musi być dobrze!!


7 czerwca 2013

Leniwy czerwiec

Czerwiec mija nam dość leniwie, a to za sprawą pogody, która jest mocno przygnębiająca. Albo pada, albo pochmurno. Słońca nie widać i nic się człowiekowi nie chce...

Milenka jakoś nie odczuwa tej pogody i jest wesolutka od rana do nocy :) We środę byliśmy z nią na badaniach: krew w kale, fosfataza i żelazo. Wczoraj Piotrek poszedł po wyniki do gastroenterologa i niestety lekarz ten jest tak nieużyty, że nawet nie raczył pokazać mu co wyszło. Powiedział jedynie, że wszystko jest w porządku, znaczy chyba w normie. W każdym razie mamy kontynuować karmienie Bebilonem Pepti. Jeśli chodzi o ulewanie to poradził kłaść Milunię, tak aby główka była o jakieś 30 stopni wyżej, tak jakbyśmy tego do tej pory nie robili :) Tyle o lekarzach, najlepiej samemu być sobie lekarzem.

Spytaliśmy się też lekarza, czy są jakieś przeciwwskazania do chodzenia na basen, skoro Milenka jest alergiczką. Powiedział, że można chodzić bez przeszkód. Cieszę się, bo planujemy zacząć chodzić na basen jak Milka będzie mieć jakieś pół roku.

Powoli szykujemy się na chrzciny. Będą dopiero 23 czerwca, ale już jeździmy zapraszać. Wczoraj byliśmy u babci Piotrka, a dziś jedziemy do moich dziadków. 

W sobotę przenieśliśmy łóżeczko Milenki do jej pokoiku. Trochę się bałam, że nie będę jej słyszeć w nocy, ale nie. Jak tylko się ruszy to już się budzę :) I to nawet bez niani elektronicznej :) To jest właśnie instynkt matki... A Milka nawet nie zauważyła różnicy, że śpi teraz w innym pokoju :) 

Mam nadzieję, że pogoda się wkrótce poprawi...